wtorek, 28 lutego 2017

Rozdział 18.

*June*
-Czego pani tu szuka?-zapytałam. Byłam pijana, ale nie aż tak, żebym chwiała się na boki nie była w stanie rozmawiać.
-Dostałam zgłoszenie, że dziecko jest tu zaniedbywane i ciągle są imprezy-przerwała-Nie mylili się. Nie zostawię tak tego, do widzenia-przy drzwiach stał Suga-Ah, no i znam angielski-powiedziała do niego i wyszła.
                                                                    ***
Po całym zajściu następnego dnia w domu panowała napięta atmosfera. Chłopacy z samego rana ruszyli do pracy, żeby nie kłócić się więcej.
-June-Yonka weszła do mojego pokoju. Całe łóżko było zasypane papierami-Ktoś przyszedł do ciebie.
-Przysięgam jeżeli to jest to babsko to jej przypieprzę-powiedziałam i zbiegłam szybko na dół. W drzwiach stał Ashton-Co tu robisz?
-Twoja mama mnie poprosiła, żebym coś dla niej załatwił-odparł chłodno.
-Ironia-zaczęłam się śmiać-Najpierw ci płacą, żebyś zniknął, a teraz proszą cię o przysługę?
-Słuchaj-zaczął i wszedł do środka pewnym krokiem-Nie jestem tu dla przyjemności. Oddaj mi dziecko i nic wam się nie stanie-jego ton był oschły. Spojrzałam na niego groźnym wzrokiem.
-Yonka-spojrzałam na kuzynkę-Idź na górę i wiesz co robić-powiedziałam i odwróciłam się z powrotem do chłopaka-Automatycznie możesz stąd wypierdalać-powiedziałam pewnie. Nadsłuchiwałam trzasku drzwi i przekręcanego zamku w pokoju małej. Kiedy wreszcie usłyszałam ten dźwięk mogłam zacząć zabawę.
-June naprawdę nie chce ci robić krzywdy, ale jeśli będę musiał-przerwał-zabiję cię.
-W takim razie, powodzenia-uśmiechnęłam się bezczelnie-Tylko uważaj, żebym tego przypadkiem nie sfingowała i nie wróciła cię zabić-chłopak nie wytrzymał i uderzył mnie mocno w twarz. Z powodu siły uderzenia cofnęłam się do tyłu i wpadłam na ścianę. Blondyn podszedł do mnie i złapał za szyję.
-Zawsze miałem na ciebie ochotę-szepnął-Jednak teraz kiedy urodziłaś dziecko, obrzydzasz mnie-kopnęłam go mocno w brzuch i puścił mnie. Od razu upadłam na ziemię łapiąc ciężko powietrze-Dziwka!-warknął i kopnął mnie w brzuch-Puściłaś się z takim pedałem jak on! Wybrałaś skośnookich zamiast mnie-znowu mnie kopnął.
-Wiesz czemu to ich wybrałam?-powiedziałam-Bo oni mnie nigdy nie zostawili i nie udawali, że umarli!-krzyknęłam i podniosłam się. Czułam w ustach smak swojej krwi. Pod szafką przy której leżałam zawsze miałam schowany kastet i nóż. Zamachnęłam się i trafiłam Ashtona prosto w nos, z którego od razu polała się krew.
-Jesteś słaba-syknął-Tyle lat ćwiczeń i tylko na tyle cię stać?
Nie wytrzymałam kopnęłam go najpierw lewą nogą i z obrotu prawą. Chłopak wpadł na mały stoli, który pod jego ciężarem pękł. Podniósł się i znów mnie uderzył. Nie zdążyłam uniknąć ciosu i wpadłam cenną rzeźbę, która od razu się potłukła.
-Twój kochaś nie będzie zadowolony-powiedział i chciał wejść na schody. Wyjęłam z kieszeni nóż, który przed chwilą tam schowałam i wbiłam mu go w nogę, tuż przy kolanie. Ashton upał i zaczął przeklinać. W tym momencie chłopacy razem z ochroną wpadli do domu. V od razu podbiegł do mnie i pomógł mi wstać. Zaraz po nim zjawił się Namjoon.
-Idźcie sprawdzić co z Yonką!-krzyknął i Suga z Jiminem i Kookiem pobiegli na górę. Jin wezwał już odpowiednich ludzi a Hoseok darł się na mojego byłego przyjaciela, po czym sprzedał mu kopniaka w twarz.
Ochrona już trzymała Ashtona i zbytnio nie protestowała kiedy go kopnął. RM odszedł ode mnie i podszedł do blondyna.
-Myślisz, że teraz cię boli?-spojrzał mu prosto w oczy-Dopiero cię zaboli śmieciu!-syknął to tak kąśliwie, że aż mnie zabolało i wyciągnął nóż z rany. Krzyk Ashtona przeszył moją głowę. V objął mnie i mocno przytulił. Nie wiem nawet kiedy zaczęłam płakać-Zamknij się-powiedział jeszcze RM do niego i uderzył go w twarz, po czym odwrócił się i podszedł do mnie.
Po chwili do domu wpadli jacyś umięśnieni kolesie.
-Załatwcie to po cichu, zróbcie wszystko, żeby miał zakaz wjazdu do Korei i najlepiej niech go zamkną. Ale w LA-powiedział jeden ochroniarz-Nie chcemy rozgłosu-wydał kolejne polecenia i tamci zabrali Ashtona.
-Jin?-TaeTae spojrzał na chłopaka-Wezwij jakąś ekipę, zaufaną i niech to sprzątną.
-Jimin i Suga zajmą się doborem ochrony.
-Większej zapytałam?
-Musimy mieć lepiej chroniony dom, nikt nie może wyjść i wejść bez naszej wiedzy-powiedział Namjoon i podszedł do mnie-Chodź-wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Posadził mnie delikatnie na szafce i wyjął apteczkę-Mam nadzieję, że nie trzeba będzie tego szyć-spojrzał na mój łuk brwiowy. Wyjął wacik, wodę utlenioną i zaczął przemywać mi ranę.
-Auuuć-syknęłam.
-Nie marudź-skarcił mnie jak małe dziecko i kontynuował swoje zadania-Powinnaś do mnie zadzwonić-zaczął w końcu.
-Nie miałam kiedy-odparłam.
-Miałaś rację-westchnął-Byłem samolubny. Od jutro możesz jeździć z nami do biura, zabierać Ruth, tam zajmą się nią ludzie, którym ufam i będziemy ją mieli blisko. Co ty na to?-spojrzał na mnie.
-Naprawdę?-uśmiechnęłam się lekko.
-Wszystko, żeby Damy mojego serca były szczęśliwe i bezpieczne-na jego twarzy również pojawił się uśmiech.
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam go mocno. Odwzajemnił mój uścisk, jednak objął mnie tak mocno jakby bał się, że mnie straci.
-June-powiedział cicho.
-Tak?
-Wywróciłaś moje życie do góry nogami i zastanawiam się ile jeszcze problemów nas spotka, ale kocham cię tak mocno i boję się, że mogę cię stracić, a tego bym nie przeżył, wiem, że dzięki tobie i Ruth rozkwitam na scenie i wiem, że zawsze będziecie przy mnie, dlatego chciałbym, żebyśmy wzięli ślub jak najszybciej-to co powiedział na końcu strasznie mnie zbiło i nie wiedziałam co mam powiedzieć.
*Yonka*
Siedziałam w swoim pokoju wściekła na siebie, że zostawiłam June samą z tym typem. 
-Yonka?-Suga wszedł do pokoju.
-Nie nauczyli cię pukać?-zapytałam.
-Nie nauczyli cię, że do starszych trzeba mieć szacunek?-odgryzł się, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Lubiłam takie nasze przepychanki.
-Coś się stało?-zapytałam kiedy usiadł obok mnie.
-Tak-przytaknął, a ja się wystraszyłam-Długo nad tym myślałem, nie lubię okazywać swoich uczuć i jesteś byłą mojego brata-przerwał-Ale rozmawiałem z nim i nie ma nic przeciwko, dlatego chyba mogę to powiedzieć.
-Co takiego?-byłam zdezorientowana.
-Kocham Cię Yonka-powiedział cicho.

Rozdział 17.

Po dwóch tygodniach mogliśmy zabrać Ruth ze szpitala. Razem z chłopakami zdecydowaliśmy się z Yonką, że przeniesiemy się do nich, ponieważ mają większy dom i ogród.
NamJoon chciał być blisko Ruth, ale nie mógł przenieść się do mnie ze względu na umowę ich obowiazującą, ale nie zabraniala wprowadzenia się kogoś nowego, mało tego Adeleide się na to zgodziła. Była zachwycona naszą córeczką.
Yonka, Suga, Kookie i Jin wylecieli do Korei wcześniej, żeby zorganizować przeprowadzkę. Mój i dom Yonki został natychmiast sprzedany. Był ładny i w dobrej dzielnicy, więc otrzymalysmy dobrą sumę dla niego.
Teraz wracaliśmy z lotniska do naszego nowego domu. Moi rodzice przed wyjazdem zrobili mi straszną aferę, że nie mogę zabrać córeczki, bo jestem nieodpowiedzialna i nie będę potrafiła się nią zająć. Nie spodziewali się tego, że mogę zabierać Ruth ze sobą do pracy i, że wszystko już zorganizowaliśmy.
Na lotnisku wykrzyczała mi w twarz, że już nie jestem jej córką.
-Kochanie-NamJoon dotknął lekko mojego ramienia, a ja na niego spojrzałam - Jesteśmy - odparł. Zapłacił taksowkarzowi, zabrał nosidełko z Ruth i skierowalismy się do naszego nowego domu.
Otworzyliśmy lekko drzwi i weszliśmy do środka.
-Są już!-krzyknął V i wszyscy do nas podbiegli.
-Witaj w domu Kim Ruth Hope! - powiedział szczęśliwy Hoseok i wziął naszą córeczkę od RM.
-Zmęczeni? - zapytał Jin, który w fartuchu wyłonił się z kuchni. Zaczęłam się śmiać - Oh, chyba jednak nie-usmiechnął się - Zrobiliśmy z Yonką i Jiminem obiad - puścił mi oczko i wrócił do kuchni.
-Gdzie Suga z Kookiem? - zapytał mój narzeczony.
-W pokoju małej - odpowiedział V.
-Jakim pokoju? - byłam zdziwiona, ponieważ nic nie planowaliśmy.
-Oh tak, chodźcie - powiedział podekscytowany i pobiegł na górę. Wzruszyłam ramionami i ruszyliśmy za nim. Pokój był zaraz przy pokoju RapMona. Weszliśmy do środka i zaniemówiliśmy. Pokój był śliczny. Różowy z białym świetnie się komponował. Zasłony były, aż do ziemi, na jednej ścianie widnialy podpisy całego BTS i była fototapeta z ich zdjęciem. Nawet ja i Yonka byłyśmy i dopiero zdałam sobie sprawę, że to zdjęcie z mojej ściany. Usmiechnęłam się szczerze i weszłam dalej. Zaraz obok stało urocze łóżeczko z baldachimem.
-Podoba się? - zapytał wyraźnie zadowolony Kookie.
-Jest pięknie - odparłam i przytuliłam i jego i Sugę.
-Mówiłem, że zawsze będziemy dla Ciebie-powiedział Yoongi.
-Dziękuję - poslalam mu uśmiech, a on delikatnie go odwzajemnił. Hoseok przyniósł małą, która słodko spala mu na rękach.
-Zdecydowanie to ja będę jej ulubionym wujkiem-powiedział dumny i włożył delikatnie do łóżeczka.
-Chodźmy na obiad, jestem strasznie głodny - westchnął NamJoon.
Zeszliśmy do salonu, gdzie na stole stało mnóstwo jedzenia.
-Witamy w domu-usmiechnęła się Yonka i mnie przytuliła.
-Fajnie, że tyle miłości, ale chce jeść - powiedział V, a my zaczęliśmy się śmiać. Nie mogłam sobie wyobrazić wspólnego mieszkania z małym dzieckiem, ale byłam pewna, że damy radę.
*2 tygodnie później*
Początki były naprawdę trudne. Ruth często płakała i przez to nie mogłam pracować. Szukaliśmy niani, ale RapMonowi żadna nie pasowała. Ciągle miał jakieś, ale...
-NamJoon-powiedziałam w końcu wykończona-Mam dość, Ty ciągle pracujesz, ja też mam masę pracy-byłam zła-Przypominam ci, że odpowiadam za rozwój waszej kariery.
-To nie moja wina, że te dziewczyny były dziwne.
-Ty jesteś dziwny-odparł Suga-Przyszło wiele dziewczyn i to z polecenia Adeleide, a ty wszystkie spławiłeś.
-Mógłbyś się nie wtrącać?-syknął w stronę chłopaka, a ten uniósł ręce w geście obrony i wyszedł z salonu.
-June ma rację-przyznał Jin-Odpowiada za rozwój naszej kariery, kochamy Ruth, ale kochamy też występować i nie chcemy, żeby nasz zespół się rozpadł. Przemyśl to-Najstarszy członek BTS poklepał RM po ramieniu i również wyszedł.
-Ale znalazłaś sobie obrońców-syknął w moją stronę.
-Ja?!-wrzasnęłam-Oni przynajmniej rozumieją powagę sytuacji, a ty myślisz, że ja będę kurą domową! Otóż nie! Przyjęłam odpowiedzialną posadę i Adeleide robi mi duże udogodnienie, że mogę pracować w domu, więc powinieneś mi pomóc-wstałam z sofy-Nie śpię po nocach, żebyś był wyspany na próby! W dzień zapieprzam przy dziecku, bo ciebie nie ma! Mama miała rację powinnam zostać w LA!-ostatnie słowa wykrzyczałam tak głośno, że wszyscy zbiegli się do salonu.
-June-Yonka podeszła do mnie.
-Daj mi spokój-warknęłam-Hoseok?-spojrzałam na niego-Zajrzysz do małej? Muszę się przejść.
-Pewnie!-krzyknął z uśmiechem i od razu pobiegł na górę. To zaskakujące jak J-Hope bardzo lubi się zajmować małą. Przy nim nie płakała, ani nie marudziła. Była spokojna jak aniołek. Zabrałam jeansową parkę i wybiegłam z domu. Byłam tak wściekła, że nie wiedziałam co zrobić.
Skierowałam się w stronę jakiegoś supermarketu, wzięłam dwie butelki wina, paczkę papierosów i poszłam w swoje ulubione miejsce w parku. Nikt oprócz mnie i RM o nim nie wiedział.
*Yonka*
-To się porobiło-powiedziałam i postawiłam przed Sugą kubek z herbatą.
-June ma rację-odpowiedział nie patrząc na mnie-Odpowiada za nas. Namjoon jest samolubny, bo myśli tylko o sobie, żeby on był wyspany. Zupełnie sobie nie radzi w roli ojca.
-Masz rację-odparł Jimin wchodząc do kuchni-Dlatego trzeba go podnieść na duchu-uśmiechnął się i wyciągnął z lodówki wódkę i kilka piw.
-Nie zamierzacie chyba pić?-spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Zamierzamy-uśmiechnął się głupio-Dołączycie, czy jak J-Hope odpuścicie?
-Odpuścimy-odparł chłodno Suga, a Jimin udał obrażonego i wyszedł.
-Yoongi?-spojrzałam na niego.
-Tak?-również obdarzył mnie spojrzeniem.
-Myślisz, że im się ułoży?
-Oczywiście, że tak-uśmiechnął się lekko i dotknął mojej dłoni.
-Mam taką nadzieję-westchnęłam-Wiesz?-przerwałam, a on nadal na mnie patrzył-Dziękuję, że jesteś przy mnie.
-To ja Ci dziękuję-odparł i pocałował mnie w dłoń.
Romantyczną chwilę przerwało natarczywe dobijanie się kogoś do drzwi. Z ciężkim sercem wstałam i poszłam zobaczyć kto to, jednak J-Hope mnie wyprzedził.
-Kim pani jest?-spojrzałam na niską, grubszą kobietę w starej garsonce.
-To Chang Li-odparł przerażony Hoseok-Pracownica opieki społecznej.
Zbladłam, za mną pojawił się zaciekawiony Suga, który od razu pożałował, że tu przyszedł.
-Ile w tym domu mieszka osób?-zapytała kobieta.
-9?-odparłam-10 razem z naszą Ruth.
-Jest pani matką dziecka?-zlustrowała mnie od góry do dołu.
-Nie-pokręciłam głową.
-A gdzie matka?
-Wyszła-odparł Hoseok.
-Dokąd?-jej pytania były męczące.
-Chciała się przewietrzyć, miała ciężki dzień-zimy ton Yoongiego przeraził mnie.
-A co to za muzyka? Czy tu się odbywa jakaś impreza?-wyminęła wszystkich i skierowała się do salonu.
-Gdzie kurwa wchodzisz?-syknął Suga, ale natychmiast go uciszyłam i pobiegłam za kobietą.
Rap Monster, TaeTae, Jimin, Jin i Kookie bawili się w najlepsze w salonie. Zauważyłam, że pod stołem leżą już 2 puste wódki i kilka piw.
-Kto to jest?-wybełkotał Jungkook.
-Pani z opieki społecznej-odparłam i spojrzałam na RM, który miał to wyraźnie w dupie.
-Który z panów jest ojcem Kim Ruth Hope.
-Ja-Namjoon wstał i zaraz z powrotem opadł na sofę kompletnie pijany.
-To jakiś żart-powiedziała wściekła-GDZIE MATKA DZIECKA?!-ktoś akurat trzasnął drzwiami.
June weszła do salonu kompletnie pijana i zapłakana.
-Tylko nie to-mruknęłam pod nosem i podbiegłam do niej.
-Kto to kurwa jest?-syknęła.
-Jakaś kurwa-usłyszałam głos Sugi z korytarza. Miałam cichą nadzieję, że kobieta tego nie zrozumie, bo powiedział to po angielsku.
-To niech spierdala-odparła June również po angielsku i chciała wyjść, jednak kobieta do niej podeszła i wyciągnęła rękę.
-Chang Li-przedstawiła się-Pracownica opieki społecznej-June zbladła. Waliło od niej alkoholem na dobry kilka metrów. Miała rozmazane, czerwone od płaczu oczy i zakatarzony nos.
Już po nas.

niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 16.

-Tak-powiedziałam cicho-Oczywiście, że tak-uśmiechnęłam się szeroko, a chłopak założył mi pierścionek na palec. Od razu kiedy wstał przytuliłam go mocno i pocałowałam z większą namiętnością niż on to robił.
Reszta zaczęła bić brawo. Oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy nadal przytuleni.
-Hoseok ty płaczesz?-Jin spojrzał na przyjaciela.
-Zawsze mnie wzruszają takie momenty-otarł łzę.
                                                              ***
5 miesięcy później.
Wróciłam do LA, do rodziców. Mama bardzo chciała, żebym ciążę spędziła w rodzinnym domu. Była pewna, że dobrze mi to zrobi, a ja byłam szczęśliwa, że nie muszę siedzieć sama w Korei. Adeleide zgodziła się, żebym nadzorowała trasem z LA. Dlatego większość czasu spędzałam w domu pracując. Miałam masę papierkowej roboty. Nie sądziłam, że mnie to kiedyś spotka. Miałam być przecież stylistką zespołu, a nie ich księgową? Nie to nie to. Menadżerem? To będzie dobry odpowiednik. Nadzorowałam wszystkie sesję, wywiady, koncerty. Rządziłam ich życiem. Żałosne. Nigdy nie chciałam być jak moi rodzice, a właśnie taka się stałam. Jednakże mogę śmiało przyznać, że mam to we krwi. Od dziecka przyglądałam się jak mama z tatą pracują i organizują takie rzeczy, więc nie sprawiało mi to trudności. Odstawiłam na chwile swoje obowiązki i zeszłam na dół, żeby coś zjeść. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam wczorajszą pizzę i zaczęłam jeść. Usiadłam na blacie i przypomniałam sobie kiedy po raz pierwszy piekłam z Ashtonem ciasto.
Potrząsnęłam głową i wymazałam te wspomnienia z pamięci.
Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam, że właśnie zaczął się 7 miesiąc mojej ciąży. Już 5 miesięcy jestem zaręczona. Odkąd byłam w Paryżu odwiedziłam ich jeszcze w Berlinie. NamJoon ogłosił wted na koncercie, że jesteśmy zaręczeni i będziemy mieli dziecko. Pojawiały się hejty, że złapałam go na dziecko, ale Adeleide w to nie uwierzyła. Powiedziała, że zna RapMona długo i wie, że jeśli ogłosił to publicznie musi mnie kochać, bo nigdy nie zgadzał się na żadne ustawki. Zaakceptowała to i pogratulowała oferując pracę w domu. Nie chciałam się na to zgodzić, ale chłopacy naciskali, żebym się nie przemęczała, więc przyjęłam jej ofertę i regularnie wysyła potrzebne papiery i listę rzeczy, którą muszę sprawdzić. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Wzięłam łyk wody i poszłam otworzyć.
Przed drzwiami stał blondyn. Niemożliwe. Czułam jak z mojej twarzy odchodzą kolory.
-Cześć June-ten sam głos.
-Co tu się....-zaczęłam.
-June, musimy porozmawiać-powiedział, ominął mnie i wszedł do środka. Nie wierzyłam w to co się właśnie stało. Zamknęłam drzwi i poszłam za nim.
-Przecież ty nie...
-Nie żyje?-zapytał-To nie prawda-usiadł na sofie-Przyszedł czas na wyjaśnienia.
-Skąd mam wiedzieć, że to ty?-spojrzałam wściekła.
-Mogę ci wyrecytować cały list-uśmiechnął się zadziornie. Poprosiłam go o to, więc to zrobił.
-Jak to możliwe?-zapytałam kiedy skończył.
-Twoi rodzice mi zapłacili, żebym zniknął-zaczął wyjaśniać-Nie chcieli, żebym zniszczył Ci życie.
-Ale to niemożliwe...-pokiwałam głową-Ja widziałam twój wypadek.
-Był sfingowany. Kochałem cię i chciałem z tobą być-przerwał-Nie byłem jak moi rodzice. Nie chciałem być prokuratorem ani lekarzem. Chciałem się ścigać na motorach. Nie odpowiadało to im. Zapłacili mi sporą sumę. Nie chciałem jej, ale matka mnie namówiła. Potem wyjechałem do Europy.
-To się nie trzyma kupy-byłam wściekła i wstałam. Zaczęłam chodzić po pomieszczeniu.
-Przykro mi. Dowiedziałem się, że wyjechałaś. Pracujesz w Korei z jakimś zespołem. Myślałem, że nie chcesz tego robić-również wstał.
-Nie chciałam...-spojrzałam na niego-Ale ci chłopcy okazali się wspaniałymi ludźmi.
-I zrobili ci dziecko?
-To nie jest twoja sprawa-warknęłam.
-June.. Masz 19 lat i jesteś w ciąży z chłopakiem, który cię zaraz zostawi. Chciałem cię odnaleźć od razu jak wyjechałaś, jednak nie mogłem. Mama dzwoniła i mówiła, że nadal jesteś w LA, musiałem zaczekać do końca sezonu i jestem-podszedł do mnie.
-On mnie nie zostawi!
-June-pokiwał głową-Skąd ta pewność?
-Oświadczył mi się.
-To nie zmienia faktu, że zawsze może zerwać oświadczyny-był chamski i pewny siebie. Cały Ashton.
-Pieprzysz!-syknęłam. Złość we mnie wzbierała się niczym lawa w wulkanie.
-Nie masz ochoty na kino?-zapytał.
-Żartujesz?!-warknęłam-KURWA! NIE BYŁO CIĘ PONAD ROK! MYŚLAŁAM, ŻE NIE ŻYJESZ! PŁAKAŁAM NA TWOIM POGRZEBIE! BYŁAM ZAŁAMANA, KAŻDEGO DNIA MYŚLAŁAM O TYM, ŻE MI CIEBIE BRAKUJE! TĘSKNIŁAM! USYCHAŁAM Z TĘSKNOTY, A TERAZ KIEDY WSZYSTKO SIĘ UKŁADA TY SIĘ POJAWIASZ I WSZYSTKO PIEPRZYSZ! MAŁO MI SPIEPRZYŁEŚ ŻYCIE?!
-Ciąże w wieku 19 lat nazywasz szczęściem? I to z jakimś skośnookim?-nie wytrzymałam. Zamachnęłam się i uderzyłam go prosto w szczękę. W tym samym momencie poczułam silny ból brzucha i upadłam-June?!-krzyknął i podbiegł do mnie.
                                                                    ***
Byłam w szpitalu.
Urodziłam dziewczynkę.
-Wszystko będzie dobrze-zapewnił mnie lekarz-Co prawda to wcześniak, ale jest dobrze rozwinięta. Niedługo będzie mogła pani ją zabrać do domu. Tymczasem tu jest pani wypis-lekarz był miły, ale konkretny. Wzięłam papierek z biurka, podziękowałam i wyszłam.
Leżałam w szpitalu dwa tygodnie. Przez ten czas nie miałam kontaktu z nikim z BTS. W zasadzie to oni nie dzwonili, mieli napięty grafik przez ostatnie tygodnie. Dzisiaj ich trasa dobiegła końca i mieli przylecieć do LA na małe wakacje. Stałam i patrzyłam jak moja mała córeczka leży inkubatorze. Strasznie się bałam, że może być coś nie tak.
Usłyszałam ciężkie kroki na korytarzu i obejrzałam się. W moją stronę biegło całe BTS.
-CZEMU NIE ZADZWONIŁAŚ?-Yonka od razu zaczęła na mnie krzyczeć.
-Przestań-odparłam spokojnie-Dziecko śpi-od czasu kiedy dowiedziałam się, że Ashton żyje stałam się chłodna. Nie sądziłam, że coś takiego mogło mieć miejsce. Byłam załamana faktem, że rodzice i mój przyjaciel okłamywali mnie przez rok.
NamJoon podszedł do mnie zapłakany.
-Nasza mała córeczka-uśmiechnął się i mnie objął-Strasznie się bałem o was.
-Jest w porządku-odparłam cicho.
-Jak jej dacie na imię?-zapytał Jimin cicho.
-Ruth-odparł NamJoon.
-Ruth Hope-poprawiłam go i puściłam oczko do Hoseoka, który się szeroko uśmiechał.
-W takim razie-zaczął V.
-Ruth Hope Kim-dopowiedział Jin.
-Witaj w najbardziej zakręconym zespole na świecie-ciągnął Kookie.
-I poznaj najbardziej zwariowanych wujów na świecie-uśmiechnął się J-Hope.
-I jedną stukniętą ciotkę-Yoongi szturchnął Yonkę, a ona skarciła go spojrzeniem.
-Witaj w świecie BTS-powiedzieli zgodnie, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-To będzie wyzwanie-powiedziałam cicho do NamJoon'a.
-Wychować porządne dziecko w tak stukniętym towarzystwie-puścił mi oczko-Damy radę skarbie-pocałował mnie w czoło.

Rozdział 15.

Miesiąc później
Wczoraj spędziłam świetny dzień z rodzicami. Byliśmy na zakupach, lodach i w kinie.
Dzisiaj rozpoczynamy fashion week i bardzo się cieszę, że mogę pomóc w tym mamie.
Siedziałam teraz sama w domu, ponieważ rodzice od 5:00 rano są w pracy, a ja miałam się tam zjawić dopiero o 10:00. Miałam dwie godziny, więc postanowiłam zajrzeć do pudełka, które dostałam od mamy swojego przyjaciela. W między czasie czatowałam z NamJoon'em. Byli już w Argentynie i mieli przerwę na obiad. Odstawiłam laptopa i delikatnie zdjęłam wierzch pudełka. W środku leżał album z naszymi zdjęciami od przedszkola. Nie chciałam go oglądać, więc odłożyłam na bok. Pod albumem leżał list, małe pudełeczko z biżuterią, jego rękawice na motor, ulubiona książka i koperta. Oprócz tego wszystkiego był jeszcze jego ulubiony misiek.
-June!-oddaj mi Snapiego.
-To go sobie weź!-wrzasnęła mała blondynka, która uciekała z miśkiem prawie większym od niej.
-June proszę cię!-chłopczyk krzyczał głośno-Kiedyś ci go dam! Jeszcze nie teraz-Dziewczynka zatrzymała się.
-Obiecujesz?-zapytała.
-Obiecuję-oddała grzecznie misia.
-Nie chciałam go dostać w takich okolicznościach-powiedziałam sama do siebie. Położyłam go na swoim łóżku i otworzyłam pudełko z biżuterią. W środku był jego łańcuszek z wygrawerowaną datą kiedy się poznaliśmy, bransoletka na której również był grawer "forever June". Schowałam to z powrotem i wzięłam do ręki list.
"Moja June
Jeśli czytasz ten list to znaczy, że już mnie nie ma na tym świecie. Nie wiem czy przeczytasz go za miesiąc, dwa, może rok, może 50 lat, ale wiem, że przeczytasz.
Chciałem Ci za wszystko podziękować, za to, że opieprzałaś mnie kiedy trzeba, wspierałaś kiedy miałem złamane serce, broniłaś mnie kiedy typek z 8 klasy rozwalił mi nos. Wybiłaś mu wtedy dwa zęby. Do tej pory nie wiem jak to zrobiłaś :)
Chciałem Cię również przeprosić, że nie ma mnie teraz przy Tobie. Myślałem, że będziemy nierozłączni na zawsze, ale ja to spieprzyłem. 
Chciałbym, żebyś spotkała mężczyznę, który będzie Cię traktował jak księżniczkę, będzie Cię bronił i będzie gotowy oddać za Ciebie życie. Życzę Ci również tego, żeby świetnie gotował i robił Ci wspaniałe długie kąpiele.
Jesteś i byłaś dla mnie najważniejsza. Nawet jeśli już mnie nie ma na tym świecie, to zawsze będę patrzył na Ciebie z góry i pilnował, żeby nic złego Ci się nie stało. 
Kocham Cię na zawsze!
Ashton.
PS. Obiecałem, że dam Ci Snapiego. Jest Twój. Opiekuj się nim.
Nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać jak dziecko. Moje łzy kapały na list od Ashtona. Pociągnęłam nosem i odebrałam dzwoniący telefon.
-Halo?
-Płakałaś?-To Suga dzwonił.
-Nie Yoongi, jest ok-przetarłam łzy i udawałam uśmiechniętą-Jak trasa?
-Dobrze-zawahał się-A u ciebie jak?
-Super-odpowiedziałam-Dzisiaj rozpoczęcie fashion week.
-Brzmi spoko. Na pewno ok?
-Tak, przepraszam, ale zaraz jadę do agencji i muszę się przygotować.
-W porządku, zadzwonię jutro-powiedział i rozłączył się. Położyłam się na łóżko i zaczęłam głęboko oddychać. Moją "medytację" przerwała dźwięk powiadomienia z czatu.
Calum:June!!! Słyszałem, że jesteś w LA. Będziesz na fashion week?
June:Kurczę, Calum :* Oczywiście, że będę! Widzimy się?
Calum:Jasne xx
Tęskniłam za starą paczką. Spędzaliśmy naprawdę fajne chwile. Jednak jakby porównać to do czasu spędzonego z BTS spędzaliśmy czas tylko na wielkich imprezach. Nigdy nie spotkaliśmy się u kogoś w domu, żeby pooglądać film, czy porozmawiać. Z chłopakami i Yonką było inaczej. Widywaliśmy się w pracy, ale też i poza nią. Oglądaliśmy filmy, gotowaliśmy, byliśmy razem na wakacjach... I skończyło się ciążą. Zaczęłam się zastanawiać jaki świat mi pasuje bardziej. Beztroski i pełen wrażeń w Korei czy bezpieczny i stabilny w LA. Nie miałam jednak czasu, żeby się nad tym zastanowić, musiałam się przygotować na FW. Ubrałam się i poszłam do garażu, żeby wziąć samochód.
-Dawno się nie widzieliśmy-powiedziałam do swojego czarnego Lange Rover'a i pojechałam prosto do agencji. Zaparkowałam na podziemnym parkingu i wjechałam do biura mojej mamy upewniając się wcześniej, że nie widać mojego brzucha. Zaczynał się 3 miesiąc i mój brzuch coraz bardziej się zaokrąglał. Nie chciałam, żeby ktoś z moich znajomych wiedział, że jestem w ciąży.
-Spójrzcie tylko-powiedziała mama kiedy otworzyłam drzwi-Moje córeczka-uśmiechnęła się.
-June-Calum podbiegł do mnie i przytulił mocno-Promieniejesz-uśmiechnął się.
-Co ty tu robisz?-zapytałam zdziwiona, że mój znajomy jest w biurze mojej matki.
-Jestem modelem-za pozował dla żartu.
-Naprawdę?-wybuchnęłam śmiechem na jego pozę.
-Poważnie-uśmiechnął się szeroko.
-Nie wierzę-pokiwałam głową.
-Ja też nie mogłam uwierzyć-wtrąciła się moja mama-Chodźmy na dół, musimy jechać na stadion-uśmiechnęła się ciepło i zrobiliśmy jak mówiła.
                                                           ***
Dzisiaj chłopacy są w Paryżu. Nie chciałam nic im mówić, że przylecę do nich. Zawsze chciałam pozwiedzać Paryż. Mają wolne, więc możemy to zrobić razem. Udałam się do hotelu gdzie byli zameldowani. Weszłam tam bez problemu, ponieważ miałam legitymację, że nadzoruje całą trasę.
Pojechałam windą na ostatnie piętro, gdzie mieli apartament z basenem, ogrodem z drzewami i masą kwiatów. Czego to ludzie nie wymyślą. Uśmiechałam się sama do siebie na myśl, że ich zobaczę. Nie widzieliśmy się już ponad miesiąc. Zapukałam delikatnie do drzwi.
-Kto tam?-zapytała Yonka.
-Obsługa hotelowa-odparłam po francusku.
-Kurwa jakbym rozumiała to byłabym szczęśliwa-syknęła moja kuzynka i otworzyła drzwi. Kiedy mnie zobaczyła otworzyła szeroko usta i patrzyła się jakby zobaczyła ducha.
-Wpuścisz mnie?-zapytałam śmiejąc się, a ona rzuciła się na mnie i przytuliła mocno.
-Co tu robisz?!-pisnęła szczęśliwa i wciągnęła mnie do środka zamykając za nami drzwi.
-Niespodzianka-uśmiechnęłam się szeroko.
-Chodź szybko!-pociągnęła mnie za rękę i wyprowadziła na taras z basenem gdzie chłopacy odpoczywali-Patrzcie!-wrzasnęła, a wszyscy na nas spojrzeli.
-JUNE!-wrzasnęli równo i wszyscy do mnie podbiegli.
-Miało cię nie być!-krzyknął oburzony Jimin.
-Tak, ale byłam u lekarza i wszystko w porządku, więc przyleciałam-wytłumaczyłam się szybko. NamJoon objął mnie mocno i pocałował w głowę.
-Tęskniłem-powiedział mi do ucha.
-Ja też-odparłam i wtuliłam się w niego. Dopiero teraz do mnie dotarło jak bardzo mi tego brakowało.
-W końcu mam z kim iść na zakupy-powiedziała wyraźnie zadowolona Yonka.
-A ja?!-Yoongi spojrzał na nią zły.
-Uwielbiam cię, ale jesteś straszną marudą! Nie da się z tobą robić zakupów-powiedziała brunetka, a chłopacy zaczęli się śmiać-Pójdziesz ze mną na miasto?-spojrzała oczami szczeniaczka.
-Dopiero co przyjechała i już ją zabierasz?-zaprotestował Kookie.
-TAK! Życie z samymi facetami to masakra-przyznała-Ciągle muszę sprzątać, pilnować ich-spojrzała na mnie-Dobrze, że jest więcej ekipy, chociaż mogę porozmawiać z paniami od makijażu-uśmiechnęła się zadziornie do chłopaków i wypięła im język.
-Jesteś okropna-przyznał V, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
-No dobrze..-zgodziłam się w końcu.
-Super, to chodź!-klasnęła w dłonie-Widzimy się potem-mrugnęła do NamJoon'a i wyszłyśmy.
*NamJoon
-Stary jesteś tego pewny?-zapytał Jin-Nie chcesz poczekać do powrotu?
-Nie-odparłem-Myślę, że to dobry czas.
-Skoro tak twierdzisz to co mamy robić?-zapytał Kookie.
                                                      ***
*June*
Byłam zmęczona po długich zakupach. Yonka poprosiła jednego z ochroniarzy, żeby zabrał nasze zakupy do hotelu, a my same udałyśmy się na wieżę Eiffla. Mówiła, że zawsze chciała zobaczyć Paryż z niej, a chłopacy już dzisiaj nigdzie nie wyjdą. Wjechałyśmy na samą górę. Podeszłam do barierki zauroczona widokiem. Nie zauważyłam co się dzieje wokół mnie.
-June-usłyszałam za sobą głos mojego ukochanego. Odwróciłam się. NamJoon stał w garniturze i uśmiechał się do mnie.
-Co tu robisz?-zapytałam uśmiechając się do niego.
-Chciałem zadać ci ważne pytanie.
-Okay-powiedziałam niepewnie, a on uklęknął i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko.
-Czy ty..chcesz być-przerwał-Zostać chcesz-znowu przerwał. Język mu się plątał z emocji. Wziął głęboki oddech-Wyjdziesz za mnie?-wydusił w końcu. Byłam zupełnie zaskoczona. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.

Rozdział 14.

*June
Namjoon wyszedł na drugi dzień pod wieczór. Rozmawiał z psychologiem i powiedział, że myśl, że zabił nasze dziecko go przytłoczyła, jednak wszystko jest dobrze i nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. W parę godzin wróciła mu cała chęć do życia.
-W takim razie-zaczął z uśmiechem na twarzy-Gdzie zamieszkamy?
-Zamieszkamy?-spojrzałam na niego.
-Chce z tobą mieszkać-powiedział.
-No to super, ale ty dużo pracujesz, a ja nie chce być całe dnie sama w domu. Potem przestanę pracować i co będę robić?-w moim głosie pojawiły się wyrzuty.
-June?-Hoseok zapukał lekko w drzwi od mojego biura, zaprosiłam go gestem i uśmiechnęłam się-Masz już może plany naszej trasy?
-Tak-odparłam i szybko wyciągnęłam teczkę z papierami dotyczącymi trasy chłopaków-Zaczynacie od LA, potem Miami, następnie Ameryka Płd, a potem Europa-zaczęłam wykładać papiery na biurko-Na końcu będzie Japonia i Australia.
-Brzmi świetnie-uśmiechnął się-Może pokażemy to reszcie?
-Pewnie-rzuciłam z uśmiechem i wstałam-Chodź-podałam rękę RM, a on westchnął ciężko i wstał.
-Wrócimy do tej rozmowy-szepnął i poszliśmy do sali gdzie przebywała Yonka z resztą.
-Witamy gołąbeczki-zapiszczał Jimin.
-Co tam dla nas macie?-Kookie był wyraźnie zaciekawiony.
-Plany trasy-odrzekłam i zaczęłam rozkładać je na podłodze-Łącznie 70 koncertów na całym świecie.
-Naprawdę?-zapytał szczęśliwy Jin.
-Tak-powiedziała Yonka.
-To będzie świetna wyprawa-V zatańczył coś co nazywał tańcem-Ile zdjęć na twoją ścianę-Uśmiechnął się szeroko.
-Ale ja nie lecę-powiedziałam.
-Co?-Suga odezwał się pierwszy raz odkąd weszliśmy.
-Nie polecę w tym stanie, to groźne-wytłumaczyłam.
-Dlaczego? Mnóstwo kobiet lata w ciąży-Hoseok nie chciał dopuścić tej myśli do siebie. Spojrzałam na Rapmona, wydawał się przygaszony, ale wiedziałam, że dla niego liczy się moje zdrowie.
-Słuchajcie, ja lecę z wami-Yonka próbowała załagodzić sytuację-June leci z nami do LA, zostanie u rodziców parę dni i wróci tutaj do pracy. Będzie nadzorowała całą trasę stąd.
-Ale my chcemy, żeby leciała-zaprotestował Jimin jak małe dziecko.
-Ale nie może-odparł Namjoon-Temat skończony.
Chłopacy byli źli na mnie, ale ja szybko zaczęłam opowiadać o tym co ich czeka i poprawiły im się humory. Nawet RM był zadowolony i śmiał się jak dziecko.
-Wylatujecie jutro wieczorem, spakujcie prywatne ubrania, resztę wezmą styliście-uśmiechnęłam się. Zabrałam teczkę i już chciałam wychodzić.
-June?-Jungkook patrzył na mnie jakby widział mnie ostatni razy-Nie będzie nas prawie 5 miesięcy.
-Wiem-odparłam-Będę za wami tęsknić-powiedziałam i wszyscy podeszli mnie przytulić.
                                                         ***
Wieczór przed wylotem spędziliśmy w domu chłopaków. Śmialiśmy się opowiadaliśmy, instruowałam V jak ma się obsługiwać moim aparatem, który koniecznie chciał wziąć, żeby porobić mi zdjęcia na ścianę.
Teraz siedzieliśmy w samolocie i byliśmy w drodze do LA. BTS ma jutro tam koncert i leci dalej, co oznacza, że spędzę z chłopakami tylko parę godzin na próbie i potem odwiozę ich na lotnisko. Yonka chciała zobaczyć się z mamą, więc ten jeden raz ją zastępuję. Potem będzie musiała radzić sobie sama. Jest mi ogromnie przykro, ale nie mogę lecieć.
Wylądowaliśmy. Na lotnisku przywitał nas tłum fanów. Dobrze, że zorganizowałam porządną ochronę, bo inaczej nigdy byśmy nie wyszli i nie dojechali do hotelu. Dochodziło 6:00 nad ranem. O 18:00 rozpoczynają koncert.
Chłopcy byli wykończeni i od razu zasnęli jak dzieci. Ja natomiast stałam na balkonie i patrzyłam na swoje miasto.
-Tęskniłam-powiedziałam sama do siebie. Spojrzałam za siebie. Wszyscy spali jak zabici-A za wami będę tęsknić jeszcze bardziej-ze smutku wyrwał mnie dzwonek telefonu-Halo?-powiedziałam cicho i zamknęłam drzwi na balkon, żeby nie obudzić zespołu.
-June skarbie-powiedziała mama-Kiedy u nas będziesz?
-Po 23:00-odparłam szybko.
-Wspaniale, zjemy późną kolację co ty na to?-jej głos był szczęśliwy.
-Okay, czemu nie-uśmiechnęłam się pod nosem. Brakowało mi naszych późnych kolacji-Masz jakieś ciekawa zajęcia dla nas na ten czas?
-Oczywiście. Tydzień mody, bankiety, zakupy i nasze ulubione-przerwała-FASTFOOODY!-wrzasnęła jak małe dziecko.
-Już nie mogę się doczekać-powiedziałam szczerze.
-Ja też nie, słuchaj skarbie dochodzi 10:00 pewnie masz mnóstwo pracy.
-Masz rację, przyjadę za kilka godzin, pa-powiedziałam i się rozłączyłam. Wystraszyłam się, że już 10:00. Chłopacy za godzinę muszą być na próbie najedzeni i pełni energii.
-PANOOWIEEE!-krzyknęłam kiedy weszłam do środka.
-Czego?-zapytał zaspany Suga.
-Wstawajcie!
-Spieprzaj-odparł przyjaciel, a ja rzuciłam w niego poduszką, która leżała przede mną-Kurwa-warknął-Uh, nienawidzę cię-podniósł się i przetarł senne oczy.
-Ja ciebie też-puściłam mu oczko, a on się roześmiał. Jin z V jedli już śniadanie, które zamówili dla wszystkich. Jimin był pod prysznicem. RM musiałam oblać wodą, żeby wstał. Kookie siedział zmęczony na łóżku i próbował nie zasnąć.
-Masakra-powiedział Jin.
-Dawno nie byliśmy w trasie-przytaknął mu Jimin.
-Dopiero początek, a wy już narzekacie-skarciłam ich spojrzeniem, a oni zajęli się jedzeniem udając, że mnie nie widzą. Uśmiechnęłam się i zdałam sobie sprawę jak bardzo będzie mi ich brakować.
                                                  ***
Po udanym koncercie staliśmy na lotnisku i żegnaliśmy się.
-Uważaj na siebie-Yonka przytuliła mnie mocno-Będę pilnować Namjoona-szepnęła cicho, a ja się zaśmiałam. Dziewczyna odsunęła się ode mnie-Pamiętaj o nas-przybiłyśmy piątkę i odsunęła się, żeby reszta mogła się pożegnać.
-Zdjęcia będą cudowne-powiedział V, pocałował mnie w czoło-Kocham cię sister.
-V nie podlizuj się!-krzyknął Jin i podbiegł do mnie. Próbował się uśmiechać, jednak mu nie wyszło-Kurwa-przeklnął. Pierwszy raz z jego ust słyszałam przekleństwo-Będę tęsknić za twoim marudzeniem-przerwał-No i za tobą-również mnie przytulił i odsunął się do reszty.
-Moja malutka-Jimin objął mnie-Nie daj się nikomu-Cmoknął mnie w czoło i odszedł.
-Nasza June-Hoseok podszedł-I nasz mały Hoseok-mrugnął do mnie-Rośnijcie zdrowi-przytulił mnie. Widziałam jak po jego policzku spływa łza, ale szybko ją otarł i odszedł, żeby nikt nie widział.
-Blondyneczko-Jungkook nucił pod nosem-Pamiętaj, jeśli coś się będzie działo dzwoń po nas-jego uścisk był tak mocno, że nie mogłam oddychać. Jednak wiedziałam, że to uścisk smutku.
-June-Suga podszedł do mnie-Pamiętaj, że zawsze jesteśmy dla ciebie. Jeśli coś się wydarzy dzwoń do Yonki, będzie najbardziej dostępna i od razu wracamy-chłopak był bardzo poważny.
-Dziękuję-powiedziałam i to ja go przytuliłam, a on odwzajemnił uścisk.
-Trzymaj się mała-odsunął się, żeby dać mi i RM trochę czasu.
-Będę tęsknił-podszedł do mnie i złapał za ręce.
-Ja też-przyznałam. Nie wyobrażałam sobie 5 miesięcy bez niego.
-Dzwoń codziennie i pisz. Wysyłaj zdjęcia USG. Jeżeli coś się będzie działo wrócę natychmiast. Kocham Cię June-pocałował mnie w usta tak namiętnie jak jeszcze nigdy.
Staliśmy do siebie przytuleni kilka minut, dopóki Suga nie zawołał Namjoona i ten musiał iść. Stałam i patrzyłam jak wsiadają do samolotu, a potem odlatują. Z moich przeszklonych oczu zaczęły płynąć łzy. Nie wytarłam ich, tylko odwróciłam się i poszłam do taksówki, która zawiozła mnie do rodziców.
Dzisiejszy dzień miałam spędzić z mamą w jej pracy. Mimo, że ostatnie pół roku spędzałam z gwiazdami brakowało mi tego.
Mama pojechała już o 7:00, ale ja jeszcze chciałam pojechać na cmentarz, ponieważ mamy maj i mija rok odkąd zginął Ashton. Kupiłam znicz, kwiaty i poszłam na jego grób. Stałam i patrzyłam się na tą datę.
-Już rok-usłyszałam kobiecy głos za plecami. To była jego mama.
-Tak-przytaknęłam cicho.
-Kiedy to minęło?-zapytała łamiącym głosem i postawiła znicz-Nie masz ochoty na kawę? Tak dawno się nie widziałyśmy.
-Ma pani rację-uśmiechnęłam się przez łzy i poszłyśmy do pobliskiej kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i ciasto.
-Co u ciebie słychać? Twoja mama mówiła, że wyjechałaś.
-Tak.. Byłam w Korei, to znaczy nadal tam mieszkam, teraz odwiedzam rodziców.
-No tak.. Sytuacja nie pozwalała wam tu zostać-westchnęła-Ale ci dilerzy znowu są w więzieniu.
-Naprawdę?
-Tak, zamknęli ich w Miami i z tego co wiem szybko nie wyjdą-matka Ashtona jest prokuratorem i to ona pomogła nam wsadzić dilerów.
-Czyli, że mogę bezpiecznie tu zostać?-zapytałam nie wierząc w jej słowa.
-Oczywiście, nic ci nie grozi. Cała szajka została rozbita.
-To wspaniale-uśmiechnęłam się szeroko.
-June-spojrzała na mnie-Mam coś dla ciebie-sięgnęła do torebki i podała pudełko-Okazało się, że Ashton miał napisany testament. Prosił, żeby to trafiło do ciebie.
-Co tam jest?-spojrzałam na pakunek. Był dość spory. Spokojnie weszłoby tam mnóstwo książek.
-Nie wiem-pokiwała głową-Nie otwieraliśmy tego-naszą rozmowę przerwał telefon mamy Asha-Przepraszam, to z pracy-wstała-Muszę iść, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy-uśmiechnęła się-Trzymaj się June.
-Do widzenia-odparłam i poczekałam, aż wyjdzie. Zebrałem swoje rzeczy i pojechałam do domu, żeby zostawić tajemnicze pudełko. Nie chciałam, żeby mama pytała co to jest.

sobota, 25 lutego 2017

Rozdział 13.

Wzięłam wszystkie badania ze szpitala i udałam się do przychodni ginekologicznej. Chciałam sprawdzić dlaczego poroniłam skoro nie miałam żadnych obrażeń brzucha ani miednicy. Nie mówiłam nikomu dokąd idę, po prostu wsiadłam i pojechałam. W kolejce nie czekałam długo, ponieważ wcześniej dzwoniłam do doktora, że to pilna sprawa.
-Proszę się położyć - wskazał mi fotel do badań usg. Uruchomił sprzęt i zaczął robić swoje - Wszystko jest w porządku-powiedział.
-Nie rozumiem-odpowiedziałam i spojrzałam na niego.
-Dziecko rozwija się prawidłowo, początek 8 tygodnia-odpowiedział i podał mi papier, żebym wytarła brzuch.
-Jakie dziecko?
-Nie poroniła pani-wyjaśnił-W szpitalu pewnie nawet nie wiedzieli, że jest pani w ciąży.
-Ale ten lekarz...
-Ten lekarz to idiota, przepraszam za wyrażenie, ale powinna go pani pozwać.
*Namjoon
Siedziałem na dachu wytwórni i patrzyłem przed siebie. Moje myśli wciąż krążyły wokół tego wypadku i tego jak zabiłem swoje dziecko. Obok mnie stały tabletki na uspokojenie i butelka alkoholu. Chciałem się zabić tak jak zrobiłem to ze swoim dzieckiem. Nie myślałem o niczym innym, jak o tym maleństwie, które nigdy nie pozna świata. Przeze mnie.
Mój telefon ciągle brzęczał. Słyszałem krzyki chłopaków kiedy szukali mnie na zewnątrz.
*Jimin
-Nigdzie go nie ma-powiedziałem zrezygnowany.
-W domu? - zapytał Jin.
-Pusto-odparł V.
-Gdzieś musi być, przecież nie zapadł się pod ziemię-zaczął Jungkook.
-Ale gdzie? - Hoseok spojrzał na Yonke. Brunetka była załamana, natomiast Suga nawet palcem nie kiwnął, żeby go znaleźć.
-Suga-spojrzałem na niego.
-Co? - zapytał zupełnie zamyślony.
-Może byś nam pomógł?
-Znajdzie się - odparł beznamietnie. Już chciałem go opieprzyć, ale do sali weszła uśmiechnięta June.
-Co taka szczęśliwa? - zapytał V.
-Bo mam świetną wiadomość - zaczęła, a ja wstrzymałem powietrze, dopiero co poroniła - Z moim.. To znaczy naszym.. To znaczy moim i RM dzieckiem jest w porządku.
-Jak to? - J-Hope wstał.
-Nie poroniłam-powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
-Naprawdę? - zapytała Yonka, a blondynka wyjęła zdjęcie usg i dała nam.
-To świetna wiadomość.
*June
-To świetna wiadomość-powiedział Jin, a naszą radość przerwał sms od Namjoon'a.
N:Przepraszam.
-Co to ma być? - zapytałam-Gdzie Namjoon?
-Nie wiemy-przyznał Jimin.
-Kurwa-przeklnęłam pod nosem-Jesteście świadomi tego, że on obwinia się o śmierć dziecka?
-Nie-Kookie pokiwał głową - Poszukajmy go.
-Szukaliśmy-powiedział Jimin.
-Chwila! - krzyknął V,a my na niego spojrzeliśmy-Dach! - wrzasnął o wszyscy rzuciliśmy się do windy.
Znaleźliśmy się na dachu w nie całą minutę.
-NAMJOON-wrzasnęłam. Chłopak leżał na krawędzi zupełnie nieprzytomny. Podbiegłam do niego i objęłam jego głowę - Skarbie-zaczęłam płacząc.
-Tak strasznie Cię przepraszam - wyszeptał.
-Nie masz za co.
-Zabiłem je..
-Nie zabiłeś-wyszeptałam-Żyje.. Nasze dziecko żyje.
-Jak to? - zapytał słabym głosem.
-Nic mu nie jest-płacz przemienił się w szloch, a chłopak zamknął oczy-Namjoon otwórz oczy..-poklepałam go po policzku - Namjoon!
Nie zauważyłam kiedy zjawili się ratownicy i zabrali go na płukanie żołądka. Stałam na dachu i patrzyłam jak karetka odjeżdża. Zaczął padać deszcz, a ja dalej stalam.
-Chodź - Suga dał mi swoją kurtkę i objął ramieniem.
-Jeżeli go stracę - zaczęłam.
-Nie stracisz-powiedział i weszliśmy do środka.
*Suga
Yonka zabrała June do domu, a ja pojechałem do szpitala dowiedzieć się co z moim przyjacielem. Odszukałem lekarza, który prowadził June podczas jej pobytu w szpitalu. Wpadłem do jego gabinetu bez pukania. W środku akurat siedziała jakaś pacjentka.
-Co skurwielu-powiedziałem twardo-Kolejnej mówisz, że poroniła?-stałem ma środku patrząc się na niego, a kobieta wybiegła wystraszona.
-Nie rozumiem o co chodzi - zaczął.
-Zaraz ci wytłumaczę -podszedłem do niego-Powiedziałeś mojej przyjaciółce, że poroniła, nie sprawdzając tego, okłamałeś ją, a przez Ciebie mój przyjaciel chciał się zabić-podszedłem bliżej. Czułem jego strach-Masz szczęście, że nic mu nie jest, inaczej bym cie zabił - czułem jak każdy mięsień w moim ciele się spina. Odwróciłem się - Jeszcze jedno - spojrzałem na niego, zamachnąłem się i uderzyłem go w twarz z taką siłą, że się przewrócił. Nic nie powiedział tylko patrzył na mnie z rozwalonym nosem-Do widzenia - warknąłem i wyszedłem.

Rozdział 12.

*Rap Monster*
Jesteśmy w szpitalu już dobrych parę godzin. J-Hope, Jimin, Jin i V pojechali do domu się przespać, żeby potem nas zmienić, tzn nie mnie, ale Suge, Jungkooka i Yonkę.
Z sali, w której leżała June wyszedł lekarz.
-Kto jest z rodziny?-zapytał, a ja podniosłem rękę-Zapraszam ze mną-powiedział i ruszyliśmy białym korytarzem do jego gabinetu-Proszę siąść-wskazał na krzesło i sam zajął miejsce za biurkiem.
-Co z nią?-zapytałem łamiącym się głosem-Co z dzieckiem?
-Wszystko będzie dobrze, stan jest stabilny. Akcję serca zatrzymało to, że pańska narzeczona była zdenerwowana i szok spowodowany wypadkiem zrobił swoje-przerwał-Wyjdzie z tego, będzie musiała się tylko oszczędzać.
-A z dzieckiem?-zapytałem.
-Bardzo mi przykro.. Niestety poronila, uderzenie było zbyt silne. Pacjentka jest młoda, będzie mogła jeszcze mieć dzieci jeżeli nie uszkodziło macicy. Proszę się nią zająć.
-Dziękuję-powiedziałem załamany, podałem mu rękę i wyszedłem z gabinetu. 
 Skierowałem się w stronę sali.
-I?-zapytali wszyscy równo.
-Będzie dobrze..Niestety poronila-powiedziałem-Ale z nia ok- na ich twarzach pojawiły się delikatne uśmiechy-Wejdę do niej-powiedziałem, wziąłem fartuch i wszedłem do sali. Usiadłem obok łóżka blondynki i złapałem ją za rękę-Moja mała June...-zacząłem-To moja wina.. Tak strasznie cię przepraszam.. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Nasze dziecko nie żyje - zacząłem płakać-To moja wina.. Tak mi przykro..
June poruszyła delikatnie palcami i otworzyła oczy.
-Namjoon-wyszeptała.
-Csiii-powiedziałem.
-Co z dzieckiem? - zapytała, a po moich policzkach spłynęła łza-Poroniłam? - pokiwałem delikatnie głową, a blondynka wzięła głęboki oddech-Chce stąd wyjść..
-Nie możesz - powiedziałem stanowczo.
-Mogę - odparła - Załatw to.
Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z sali.
-Co jest? - zapytał Suga.
-Ona chce wyjść...
-Nie zgadzam się - wrzasnął Suga.
-To jej sprawa - powiedziała Yonka.
-Pójdę to załatwić - powiedziałem i poszedłem do lekarza.
                ***
*June*
Lekarz nie zgodził się, żebym wyszła tego samego dnia, więc musiałam wyjść tydzień później. Byłam załamana stratą dziecka, ale bardziej bolał mnie stan Namjoona, który cały czas się obwiniał, że to jego wina. Nie chciał chodzić do pracy, uczestniczyć w wywiadach, ani koncertach.
-Gotowa? - wszedł do sali z moim wypisem, a ja wstałam i wyszliśmy.
Byliśmy u mnie w domu. Normalnie RM powinien być w pracy, ale poprosił o wolne, żeby mógł mnie odebrać. Usiedlismy u mnie w salonie.
-Pogadamy?-zapytałam cicho.
-Okay - odparł obojętnie.
-Skarbie - przysunelam się do niego - To nie twoja wina.. To ja mogłam jechać wolniej.
-Ale to ja ci przygadalem.
-Miałeś prawo, powiedziałeś coś, czego nikt inny nie miał odwagi powiedzieć.
-Jestem chujem-głos mu się załamał - Zabiłem nasze dziecko...
-Nie zabiłes!-wrzasnelam.
-Jak to nie?
-Nie uderzyłam brzuchem.. - wzięłam głęboki oddech-Poronilzm naturalnie.. Moja mama też tak miala...
Co? - Namjoon wstał i nie wierzył w to co mówię.