poniedziałek, 27 marca 2017

Rozdział 27.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam Namjoon'a, który siedział na łóżku i mi się przyglądał. Rozejrzałam się i mój wzrok zatrzymał się na zegarku. Widocznie musiałam zasnąć. Podniosłam się lekko i uśmiechnęłam słabo do chłopaka.
- Co tu robisz? - zapytałam.
- Siedzę jak widać - odparł cicho.
- Gdzie Tae?
- Na dole, zawołać go? - wstał.
- Nie, zostań - powiedziałam błagalnie. Chłopak usiadł bliżej mnie i złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na niego. Jego policzki były wilgotne - Płakałeś? - spytałam cicho.
- Nie obroniłem cię - odpowiedział równie cicho - To by się nie wydarzyło gdybym cię nie wypuścił.
- Nie mogłeś wiedzieć...
- Mogłem to przewidzieć.
- Nikt nie mógł Namjoon - powiedziałam poważnie, a on po prostu mnie przytulił.
- Kiedy cię zobaczyłem, myślałem, że nie żyjesz.. - zaczął.
- Jestem tu z wami.
- I zawsze już tak będzie, nikt więcej cię nie skrzywdzi.... - do pokoju wszedł uśmiechnięty Taehyung, ale mina mu zrzedła kiedy zobaczył, że Rap Monster mnie przytula.
- Co tu się dzieje? - zapytał spokojnie.
- Nic - odpowiedziałam.
- Pójdę już - Namjoon wstał i przy drzwiach odwrócił się do mnie - Wypoczywaj June - wyszedł i zamknął drzwi. Tae przyglądał mi się uważnie, aż w końcu usiadł obok.
- Co to było? - zapytał cicho.
- Rozmawialiśmy - powiedziałam. Chłopak nie spojrzał na mnie, tylko westchnął ciężko i wstał. Podszedł do drzwi i złapał za klamkę.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał, ale pokręciłam głową. Chłopak wyszedł z pokoju i trzasnął drzwiami. Przewróciłam oczami i zaczęłam czytać scenariusz, który został dostarczony ze Stanów.
Historia opowiadała o biednej dziewczynie, nad którą znęcają się rodzice. Dziewczyna często chodziła do szkoły z siniakami. Uczyła się, pracowała, cierpiała.. Nie miała czasu dla siebie, ani na swoje zachcianki. Spełniała za to każdą zachciankę swoich rodziców, którzy nadmiernie ją wykorzystywali. Pewnego dnia spotyka chłopaka, który okazuje się być taki jak ona, rozumie ją, wspiera, pomaga się zbuntować. Jej życie wywraca się do góry nogami. Zaczyna cieszyć się małymi chwilami, aż w końcu się zakochuje, ale tak naprawdę ona nie znała tego chłopaka. Pochodził on z bogatej rodziny, gdzie jego rodzice gardzili takimi jak ona. Chłopak szybko wprowadza ją w swój świat i zabiera od rodziców. Poznają się od nowa i od nowa się w sobie zakochują.
Historia jest romantyczna, prosta, ale takich najbardziej potrzeba w tym świecie, ponieważ ludzie zapominają, że istnieje życie poza ekranem. Byłam z siebie dumna, że udało mi się wydać książkę. W planach miałam kolejne części, więc miałam nadzieję, że ta przyjmie się bardzo ciepło.
Moje czytanie przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę! - do środka weszła brunetka z jedzeniem na tacy. Uśmiechnęła się ciepło, postawiła jedzenie i położyła się na łóżku obok mnie.
- Pomyślałam, że babski wieczór dobrze nam zrobi - powiedziała wesoło - Jak scenariusz? - spojrzała na stos kartek.
- Jest naprawdę dobry - przyznałam szczerze i wzięłam jedną kanapkę z tacy.
- Widzisz, a Tae twierdził, że niczego nie potrzebujesz, jednak ma się ten kobiecy instynkt - zaśmiała się - June? - zapytała.
- Tak? - odparłam.
- Jak z Tae?
- Chyba dobrze, chociaż ciągle chodzi spięty.. Mam wrażenie, że on mnie nie kocha - powiedziałam cicho.
- On za tobą szaleję.. - pocieszyła mnie.
- Nie wydaje mi się.. - pokręciłam głową.
- Nie mów głupstw.. Poza tym Namjoon jest w kolejce - poruszyła w zabawny sposób brwiami.
- Oh przestań - zaśmiałam się - Mów mi lepiej jak z Sugą?
- Oh daj spokój.. - powiedziała zmarnowana - Ten chłopak to idiota.. Ciągle się kłócimy, nie mogę już na niego patrzeć - udała odruch wymiotny co wywołało u mnie rozbawienie.
- Myślę że jesteście dla siebie stworzeni, jesteście jak dwie krople wody..
- O nawet tak nie mów - szturchnęło mnie lekko w ramię i zaczęła się śmiać. Rozmawiałyśmy do późna na temat wszystkiego co się ostatnio wydarzyło i na temat tego, który z chłopaków byłby idealny do filmu. Opowiedziała mi również przebieg premiery mojej książki i powiedziała, że moja szefowa codziennie dzwoni z informacją na temat sprzedaży, podobno książka sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Byłam zachwycona i zadowolona ze swojego sukcesu, ale wiedziałam, że czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy.
Około północy dziewczyna poszła do swojego pokoju, a Taehyung położył się do łóżka i zasnął. Siedziałam i czytałam scenariusz do końca. Kiedy skończyłam schowałam go do szuflady i wyłączyłam lampkę. Przekręciłam się na bok i zamknęłam oczy.
Rano Taehyung'a już nie było w łóżku Wzięłam prysznic, ubrałam jeansowe rurki z przetarciami, czarną bluzę z napisem "fire", trampki i zeszłam na dół. W kuchni krzątał się tylko Jin.
- Dzień dobry - uśmiechnął się.
- Dzień dobry - odpowiedziałam słabo - Nie pojechałeś do wytwórni?
- Oh, mam dzisiaj wolne - powiedział zadowolony - Jakieś plany na dziś?
- Tak, mam spotkanie w sprawie filmu z szefową - odparłam obojętnie.
- Mogę ci towarzyszyć jeśli chcesz - powiedział miło, a ja się zgodziłam, bo w sumie czemu by nie... Będę się czuła pewniej, jeśli Jin będzie obok mnie.
Około 10:00 nad ranem czekaliśmy w kawiarni na moją szefową. Kobieta jak zwykle była pełna gracji i spokoju. Przywitała się ze mną i wyraziła współczucie w związku z napaścią na mnie i obiecała ochronę. Zaproponowała również, żebym to ja grała rolę w filmie, ponieważ była to moja postać i wierzyła, że wczuję się w nią tak, jak nikt inny. Reszta castingów miała odbyć się w najbliższym czasie, podobno zgłosiło się naprawdę dużo osób do roli bogatego chłopaka.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy długo. Kobieta była zafascynowana Jin'em i zaproponowała wykorzystanie ich piosenek w filmie. Seokjin podał numer do ich menadżera i wytwórni, żeby porozmawiali między sobą, ale był bardzo napalony na ten pomysł. Widząc tak ożywionego Jin'a uśmiech sam pojawiał mi się na twarzy. Chyba nigdy nie widziałam go tak zafascynowanego czymkolwiek.
Byłam już trochę znudzona rozmową, ale nie dałam po sobie tego poznać. Dwie godziny później kobieta w końcu się pożegnała, a my zamówiliśmy jedzenie na obiad, poczekaliśmy na odbiór i pojechaliśmy do domu.
Wszyscy już wrócili do domu i oglądali jakieś reality show.
- Cześć kochanie - Tae podszedł do mnie i pocałował w głowę - Jak spotkanie?
- Świetnie - odpowiedział Jin za mnie, a wszyscy na niego spojrzeli - Nasza June będzie grała w filmie - zaczął tańczyć, a ja się zaśmiałam cicho.
- Naprawdę? - zapytał Jimin, a ja pokiwałam głową - Woaaaah, gratulację! - krzyknął i dołączył do Jin'a.
- Czemu będziesz grała we własnym filmie? - zapytał Tae.
- Nie cieszysz się?
- Cieszę, ale nie będziemy mieli już w ogóle dla siebie czasu, poza tym czytałem scenariusz i nie pozwolę, żeby jakikolwiek chłopak cię dotykał. Wybacz June, ale nie zgadzam się i nie pozwolę ci zagrać w tym filmie.
- Nie żartuj - powiedziałam poważnie.
- June... Mam nadzieję, że podejmiesz dobrą decyzję, ale wybacz... - złapał mnie za dłonie i spojrzał w oczy - Albo ja, albo film...

niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 26.

*June*
Otworzyłam delikatnie oczy. Od razu zaślepiło mi światło, więc zamrugałam kilka razy, żeby się przyzwyczaić. Kiedy to już się stało zobaczyłam, że leżę w jakimś białym pomieszczeniu, a nade mną stoi Taehyung. Po policzkach chłopaka spływały łzy, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- June - wyszeptał.
- Tae.. Co się stało? - zapytałam słabo - Przecież byłam w parku....
- Ktoś cię napadł - wyjaśnił, a we mnie ze zdwojoną siłą uderzyły wspomnienia tamtego wieczoru. "Jeśli nie chcesz studiować, nie zrobisz już nic w tym życiu". Słowa Ashtona huczały mi w głowie - Co się dzieję? - zapytał zmartwiony.
- To Ashton - przyznałam łamiącym głosem - I moja matka...
- Kurwa - przeklnął - Wiedziałem - powiedział wściekle i wyciągnął telefon. Wybrał do kogoś numer i nie czekał długo, aż ten ktoś odbierze - Mieliśmy rację.. Tak... Okay - przerwał - Obudziła się - dodał szczęśliwy - Okay, czekamy hyung - rozłączył się i usiadł na krzesło.
- Długo spałam? - zapytałam kiedy się na mnie spojrzał.
- Tydzień - odparł smutno.
- To bardzo długo... Czemu boli mnie tak brzuch?
- Miałaś operację.. - jego oczy nadal były zaszklone.
- Ale wszystko już dobrze?
- Na szczęście już tak - powiedział z uśmiechem i pocałował mnie w dłoń. Nie wiedziałam kto mnie znalazł, ani jak lekarzom udało się mnie uratować.
Około godziny później wszyscy pojawili się w mojej sali łącznie z Jacksonem, który uśmiechał się szczerze na mój widok.
- Co z premierą książki? - zapytałam wystraszona.
- Odbyła się - powiedziała Yonka - Przyszło ponad 3 tysiące osób - uśmiechnęła się - Wszystkie książki się sprzedały, fani modlili się za ciebie.
- To miłe - powiedziałam. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
- Było u nas twoja szefowa - powiedział Jin - Dała nam scenariusz - powiedział dumny.
- Długo tu jeszcze zostanę?
- Jeśli wyniki będą dobre wyjdziesz jutro - powiedział Namjoon, który wszedł akurat do sali. Uśmiechnęłam się na jego widok, a Tae mocniej ścisnął moją dłoń.
- Tae - spojrzałam na niego, a on nic nie powiedział tylko odwrócił wzrok.
Posiedzieli ze mną jeszcze dwie godziny i poszli do domu. Został tylko Jackson, który upierał się, że nie zostawi mnie teraz samej. Usiadł na miejsce Tae i przyglądał mi się.
- Czemu się tak patrzysz? - zapytałam.
- Ja cię znalazłem - powiedział cicho - Myślałem, że nie żyjesz.. W pierwszej chwili nie wiedziałem co mam zrobić - przerwał - Bałem się.. Dopiero co poznałem kogoś, kto jest wartościowy i już miałem cię stracić..
- Wszystko jest dobrze - pocieszyłam Jacksona.
- To jest ich wina.
- Nie mów tak - pokręciłam głową - Co z Ashtonem? - zmieniłam temat.
- Zabrali go.. Dostał zarzuty - powiedział nie patrząc na mnie - Będziesz teraz mieszkała u nich?
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Zabrali twoje rzeczy.. Codziennie ich widziałem.
- Naprawdę?
- Tak - pokiwał głową, a mnie zamurowało. Jackson nie wiedział jak ma się zachować, więc pożegnał się i wyszedł. Lekarz przy wieczornym obchodzie podał mi wyniki i powiedział, że mogę wyjść nawet jutro. Zgodziłam się na to, ponieważ nie lubiłam szpitali i czułam się nich naprawdę nieswojo. Chciałam być już bezpieczna w objęciach Taehyung'a. Nie chciałam wychodzić z domu przez najbliższe dni.
Siedziałam bezradnie na łóżku... nie mogłam spać. Wiedziałam, że ta noc będzie ciężka. Wzięłam głęboki oddech i wstałam powoli. Brzuch nadal mnie bolał i musiałam na siebie uważać. Podeszłam do okna i spojrzałam na niego. Księżyc przysłaniały ciemne chmury. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie tamtą noc. Moje serce zaczęło bić szybciej, więc otworzyłam oczy i próbowałam je uspokoić. To Jackson mnie znalazł.. To on wiedział gdzie mnie szukać.. Nie Tae, nie Namjoon tylko Jackson. Mogę powiedzieć, że drugi raz uratował mi życie... gdyby nie on, pewnie już bym nie żyła.. Wróciłam do łóżka i próbowałam zasnąć.

Następnego dnia przyjechała po mnie Yonka z Jungkookiem i Hoseokiem. Reszta musiała iść do wytwórni nagrać brakujące solówki do piosenki. Założyłam czarne leginsy, bluzę Tae, którą mi przywieźli, trampki, czapkę z daszkiem i ciemne okulary. Podobno pod szpitalem było sporo fanów książki. Nie miałam siły się z nimi spotkać i liczyłam, że uda nam się wyjść tylnym wyjściem, ale niestety nie było takiej możliwości. Wytwórnia przydzieliła chłopakom ochroniarzy, którzy poszli nam na rękę i wyprowadzili nas ze szpitala. Kiedy siedziałam już w busie poczułam się lepiej, jednak nie na tyle dobrze, żeby się odezwać. J-Hope całą drogę do dormy trzymał mnie za rękę. Czułam, że teraz dopiero będę miała problem, żeby gdziekolwiek wyjść, będą gorsi niż moja mama. Z jednej strony to było urocze i kochane, a z drugiej wiedziałem, że nie wytrzymam tego po raz kolejny i nie wiedziałam jak to się skończy.
Kiedy weszliśmy do domu Yonka od razu zaprowadziła mnie do pokoju, który był mój i Taehyng'a.
- Jak ci się podoba? - zapytała dziewczyna. Pokój był duży i przestronny. Znajdowało się w nim łóżko, z drewnianym stelażem nad nim i uroczym baldachimem. Pod oknem stała toaletka, na przeciwko pod drugą ścianą było wejście do garderoby i obok drzwi do łazienki. Przy drzwiach wejściowych stał kominek i sofa, która pomieści może 3 osoby, a może tylko mnie i Tae.
- Uroczo - odparłam obojętnie.
- Oh, uśmiechnij się, chodź pokaże ci coś jeszcze - powiedziała podekscytowana dziewczyna i wyszła na korytarz. Jęknęłam cicho i wyszłam za nią. Zaprowadziła mnie do starego pokoju Tae i otworzyła drzwi. Kiedy weszłam do środka zaniemówiłam. Pokój wyglądał ślicznie. Duże okna, zasłony w stlu Yonki. Pod oknem stał fortepian, obok gitara. W rogu było biurko z poukładanymi starannie nowymi zeszytami do nut i notatnikami. Po lewo od wejścia stała duża biblioteczka zapełniona zupełnie nowymi książkami. Dostrzegłam nawet egzemplarz swojej książki.
- Zapiera dech co? - mruknęła brunetka.
- Oj tak - pokiwałam głową.
- To miejsce specjalnie dla nas - uśmiechnęła się szeroko - Nasza ucieczka od tych debili - zaśmiałam się.
- Jest super - rozejrzałam się jeszcze raz - Pójdę do siebie - dodałam miło i po chwili byłam już w swoim nowym pokoju. Poszłam do garderoby i znalazłam swoje ubrania starannie poukładane. Wyciągnęłam spodenki, koszulkę i poszłam pod prysznic.
Piętnaście minut później leżałam już na łóżku i oglądałam swoją zaszytą ranę brzucha. Kiedy jej dotknęłam łzy napłynęły mi do oczu. Jak on mógł mi to zrobić, jak ona mogła mi to zrobić. Przekręciłam się na bok, przytuliłam swojego pluszaka i zaczęłam szlochać jak niemowlak.

sobota, 25 marca 2017

Rozdział 25.

*Taehyung*
Poszliśmy wszyscy szukać June. Poinformowaliśmy nawet Jacksona, żeby mi pomógł. Żadne z nas nie miało pomysłu, gdzie dziewczyna może być. Jin, Jimin i Hoseok szukali na mieście, a ja z Rap Monem, Jungkookiem, Sugą i Yonką szukaliśmy po parku.
- Nie odbiera - powiedziałem i po raz kolejny zadzwoniłem do dziewczyny - Kurwa - przeklnąłem pod nosem i spojrzałem na Suge, który dzwonił po znajomych i pytał się, czy widzieli dziewczynę.
- Heeej! - krzyknął Rap Mon - Dzwonił Jackson znalazł June nad rzeką - powiedział przerażony. Kiedy podbiegł bliżej zobaczyłem, że po jego policzkach spływają łzy i wiedziałem, że coś jest nie tak. Pobiegliśmy w miejsce, które podał nam Jackson. Kiedy byliśmy na miejscu zobaczyłem moją małą June całą siną i zakrwawioną. Jackson trzymał ją w objęciach i próbował rozgrzać.
- Karetka zaraz będzie - powiedział łamiącym się głosem. Nachyliłem się nad dziewczyną i zacząłem szlochać. Dotknąłem jej dłoni, która była sina i cała lodowata. Spojrzałem na jej brzuch i odgiąłem bluzę. Znajdowała się tam wielka rana po nożu.
- Kto mógł to zrobić?! - krzyknęła Yonka i chciała podbiec do nas, ale Suga ją złapał i próbował uspokoić. Dziewczyna prawie dławiła się łzami i cała trzęsła. Rap Mon dzwonił zapłakany do chłopaków. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś mógł skrzywdzić moją June. Zabiję tego kogoś. Po prostu zabiję. Nie wiem kiedy podbiegło do nas trzech sanitariuszy. Odepchnęli nas od June i sami zaczęli biegać do karetki i do niej. Chciałem ich wszystkich opieprzyć, żeby zostawili ją w spokoju, ale Rap Mon trzymał mnie mocno, żebym nie zrobił nic głupiego.
- Puść mnie! - wycedziłem przez zęby.
- Stary, nie pomożesz jej teraz! - powiedział stanowczo.
- Słaby puls! - krzyknął jakiś ratownik - Tracimy ją! - zamknął drzwi od karetki, a ja wyrwałem się chłopakow i chciałem tam wejść. W ostatniej chwili Jin z Hoseokiem mnie złapali.
- Wsiadaj! - wepchnęli mnie do samochodu, poczekali aż wszyscy wsiądą do naszego busa i Jin ruszył z piskiem opon za karetką.
Dojechaliśmy do szpitala 10 minut po nich. Wbiegłem do recepcji i zapytałem o June. Okazało się, że jest przygotowywana do operacji. Pobiegliśmy przed salę operacyjną. Kiedy zobaczyłem jak wiozą June ledwo żywą załkałem żałośnie i osunąłem się po ścianie na ziemię. Yonka usiadła obok mnie i położyła mi głowę na ramieniu. Płakała razem ze mną...
Siedzieliśmy pod salą około dwóch godzin. Chłopacy krążyli w tą i z powrotem. Tylko Jackson siedział i patrzył się w jedno miejsce. Suga był tak wkurzony, że od razu zaczął się dowiadywać kto mógł to zrobić. Razem z Jin'em mieli nadzieję, że dorwą tego kogoś. Podniosłem się niechętnie z ziemi i pomogłem wstać Yonce. Jungkook zabrał ją do bufetu na herbatę. Podszedłem do drzwi i szarpnąłem je lekko. Nadal były zamknięte.
- Ile to może trwać? - warknąłem i odwróciłem się do chłopaków.
- Będzie dobrze - powiedział cicho Hoseok.
- Musi być dobrze - dopowiedział Jin.
- Nic by się nie stało gdybyście się od niej odpieprzyli - powiedział Jackson i wstał.
- Nikt cię nie pytał o zdanie - powiedział Rap Mon.
- Nie obchodzi mnie - chłopak pokręcił głową i spojrzał na mnie - To twoja wina! - krzyknął - Namieszałeś jej w głowie, przespałeś się z nią, a potem pozwoliłeś, żeby sama siedziała w parku! - jego głos był przepełniony jadem. Moje ciało się spięło. Spojrzałem na Rap Monstera, który nie wierzył w to co Jackson powiedział. Tak, przespałem się z nią, ale to była moja dziewczyna.
- Jeśli ona tego nie przeżyje - Wang podszedł do mnie - Zabiję cię jako pierwszego - wycedził mi w twarz. Moje ciało zaczął rozrywać ból. Spojrzałem na niego pełen nienawiści i uderzyłem w twarz. Chłopak cofnął się do tyłu i pchnął mnie na ścianę wymierzając cios w oko. Rap Mon i Suga wpadli pomiędzy nas i zaczęli rozdzielać. Yoongi sprawnie trzymał Jacksona, a Namjoon zasłaniał mi drogę swoim ciałem.
- To nie jest miejsce na takie kłótnie! - warknął J-Hope do nas. Odepchnąłem Namjoon'a i usiadłem na krzesełku obok Jimina, który przyglądał mi się ze zrozumieniem. Jackson stał cały spięty i gotowy był ruszyć do Sugi, ale w tej samej chwili z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Co z nią? - zapytał Jin.
- Rana była dość głęboka, spowodowała duży krwotok wewnętrzny, ale już jest wszystko dobrze - uspokoił nas.
- Co z jej raną na głowie? - zapytał Jackson.
- Nie jest poważna, ale wywołała wstrząśnienie mózgu. Musi uważać i dużo odpoczywać - uśmiechnął się i zostawił nas na korytarzu. Z mojego serca spadł kamień, jednak nadal miałem do siebie żal, że nie wybiegłem za nią od razu.
Pół godziny później pielęgniarka pozwoliła wejść jednemu z nas do June, kłóciłem się z Jacksonem, który ma to zrobić, aż w końcu wygrałem. Wszedłem niepewnie do sali i zobaczyłem jej niewinną twarz pogrążoną we śnie. Usiadłem na krześle i przyłożyłem jej dłoń do swojej twarzy. Zacząłem szlochać i przepraszać za to, że zostawiłem ją samą.
- Nigdy więcej tego nie zrobię - pocałowałem delikatnie małą, wiotką rączkę Johanny.
                                                                 ***
Minął tydzień odkąd June jest w szpitalu. Byłem u niej codziennie, ale musiałem również zająć się jej przeprowadzką do nas. Razem z Yonką, Sugą, Jin'em i Hoseokiem codziennie jeździliśmy po rzeczy dziewczyn. Yonka pakowała wszystkie ich rzeczy, a my je woziliśmy do naszej dormy, gdzie tam Rap Monster, Jungkook i Jimin remontowali pokoje dla dziewczyn. Postanowiłem, że June będzie mieszkała ze mną w pokoju, dlatego zamieniłem swój pokój na większy, który wymagał remontu. W moim miał powstać kącik dla June i Yonki. Ich prywatne schronienie przed nami.
Pakowałem ostatnie rzeczy June do kartonu. Otworzyłem szafkę nocną i zacząłem wyciągać wszystkie notatniki jakie tam leżały. Z jednego wypadła kartka, więc podniosłem ją i mimowolnie przeczytałem. Był tam tekst piosenki, ale po angielsku. Nie byłem z niego zbyt dobry, więc otworzyłem jeden notatnik i chciałem schować kartkę, ale moją uwagę przykuła notatka.
"Moje życie rok temu było inne. Nie zwracałam uwagi na chłopaków, mimo że miałam Ashtona przy sobie on też był obojętny dla mnie. Myślałam, że te studia będą szansą dla mnie. Tak było dopóki nie spotkałam tego chłopaka, który zaintrygował mnie od pierwszego spotkania. Wygrał moje serce i nie mogę przestać o nim myśleć. Potem pojawił się Taehyung i on zajął jego miejsce. Każdego dnia, odkąd go poznałam jestem pewna, że łączy nas coś wspaniałego. Czuję się przy nim dobrze i bezpiecznie. Wiem, że nie obroni mnie on przed złem całego świata, ale wiem, że zrobi to ten chłopak." Zamknąłem notatnik i zacząłem zastanawiać się o kim ona to napisała. Zacząłem się denerwować. Wrzuciłem resztę rzeczy niechlujnie do kartonu i sprawdziłem dokładnie, czy wszystko zabraliśmy. Wziąłem ostatnie pudło i zszedłem na dół.
Po całym dniu pracy i wożenia rzeczy pojechałem do szpitala i jak zwykle usiadłem na krześle trzymając June za dłoń. Nadal była w śpiączce i nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, kiedy się obudzić. Często jak przyjeżdżałem to mijałem się z Jacksonem, którego obecność tu działała mi na nerwy. Każdego dnia modliłem się, żeby June się obudziła, tylko ona mogła nam powiedzieć, kto jej to zrobił. W mojej głowie rodziła się myśl, że to jej matka, ale nie mogłem wyciągać takich wniosków. Jednak kiedy Jin zadzwonił do niej, powiedziała że June dostała widocznie to, na co zasłużyła.
Siedziałem jeszcze około godziny przy jej łóżku. Porozmawiałem z lekarzem i postanowiłem iść do domu. Jak zawsze pocałowałem ją delikatnie w czoło. Kiedy chciałem odłożyć jej dłoń poczułem jak jej mała rączka zaciska się wokół mojej. Spojrzałem przestraszony na dziewczynę, a ona otworzyła delikatnie oczy i zamrugała kilka razy.

Rozdział 24.

- Ja nie mogę zapewnić, że będę miała na to czas - spojrzałam na mężczyznę.
- Proponujemy ci wszelką pomoc - powiedział miło - Słyszałem o twojej książce i filmie, gratuluję.
- Dziękuję - skinęłam lekko głową - Dobrze - powiedziałam w końcu - Zgodzę się.
- Świetnie - klasnął w dłonie - Zapraszam do biura, podpiszemy kontrakt - powiedział i żwawo wyszedł z sali. Chłopacy zaczęli się śmiać, a Taehyung nadal przyglądał mi się z uwagą.
- Tak się cieszę - Yonka przytuliła mnie i pocałowała w głowę. Odwzajemniłam się jej uśmiechem i wyszłam za mężczyzną cały czas zastanawiając się na co się zgodziłam. Bałam się, że tego pożałuję, ale nie mogłam zostawić ich na lodzie. Weszłam do biura, z dużymi oknami i widokiem na miasto. Mężczyzna przedstawił się i podał mi papiery. Zaczął mi wszystko wyjaśniać, a ja mu tylko przytakiwałam, bo byłam zajęta czytaniem umowy. Miałam przychodzić tu codziennie i pisać kiedy to będzie tylko możliwe. Oprócz tego odpowiadałam za koncepcję teledysku i musiałam pracować z choreografami.
- To dużo pracy - przyznałam.
- Nie przejmuj się, będziesz miała sporo ludzi do pomocy.
- Uh, a jeśli sobie nie poradzę?
- Oni w ciebie wierzą, a jeśli oni to i ja też - uśmiechnął się pocieszająco.
- Dobrze - przytaknęłam i podpisałam papiery - Czy coś jeszcze?
- To wszystko, zostaw mi tylko proszę swój numer - dodał. Zapisałam go na kartce i wyszłam. Na korytarzu oparłam się o ścianę i zaczęłam poważnie myśleć. Muszę rzucić studia, muszę zacząć to wszystko ogarniać. Za tydzień odbędzie się premiera mojej książki w Seulu. Byłam tym przerażona, bo nie wiedziałam jak to pogodzę Miała przylecieć moja szefowa i przedstawić mi scenariusz do filmu.
- June! - krzyknął Jungkook i podbiegł do mnie - Okay? Tak się cieszę, że będziesz z nami pracować - uśmiechnął się szczerze.
- Muszę rzucić studia - spojrzałam smutno na niego.
- Jak to? - zbladł - Na pewno jest inne wyjście.
- Nie ma... - pokręciłam głową.
- Cholera - powiedział pod nosem - Chodź - pociągnął mnie do sali gdzie znajdowała się reszta.
- Witamy na pokładzie - Jimin uśmiechnął się.
- W końcu podjęłaś dobrą decyzję - zaśmiał się J-Hope, a Jin skarcił go spojrzeniem.
- Masz niewyparzony język Hoseok - powiedział poważnie, a chłopak wzruszył przepraszająco ramionami i zajął się z Sugą i Yonką ćwiczeniem czegoś.
- Mam wrażenie, że coś cię gryzie - powiedział Rap Mon i podszedł do mnie. Pokiwałam głową i spojrzałam na Tae. Podszedł niechętnie do nas widząc mój wzrok i spojrzał pytająco.
- Muszę rzucić studia - powiedziałam cicho.
- Jest jakieś inne wyjście, na pewno - pocieszył mnie Namjoon.
- Nie ma - odparł Jungkook.
- Jesteś pewna, że chcesz z nami pracować? - zapytał powoli Jin, a ja pokiwałam głową - Ale nie musisz, jeśli masz przez to stracić studia.
- Nie, Jin.. Ehm.. To był mój wybór.. Ja.. Jakoś dam radę, tylko nie wiem gdzie zamieszkam..
- U nas - powiedział Jungkook i uśmiechnął się. Tae stał i nic nie mówił.
- Nie masz zamiaru nic powiedzieć? - zapytałam go wprost.
- Nie - odparł oschle - To była twoja decyzja... - wzruszył ramionami.
- Taehyung - powiedział poważnie Namjoon i spojrzał na niego - Nie musisz być takim skurwielem.
- Nie wtrącaj się - warknął do niego V.
- Tae! - krzyknął Jin, ale on tylko zmierzył go wzrokiem i wyszedł z sali. Nie rozumiałam o co mu chodzi.
- Co się między wami wydarzyło? - zapytał Namjoon.
- Nic - pokręciłam głową i wybiegłam za chłopakiem. Dogoniłam do przy windzie - Tae - powiedziałam spokojnie, a on odwrócił się w moją stronę - O co chodzi?
- Czemu rzucasz studia? - podszedł do mnie, a mnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Chciałeś, żebym cię wspierała.
- Nie chciałem, żebyś pakowała się w ten świat - pokręcił głową.
- Nie rozumie cię.. - powiedziałam zrezygnowana.
- Nie będziemy mieli dla siebie czasu... Twoja praca oznacza przebywanie z Namjoon'em - przerwał i spojrzał mi w oczy - Niszczysz sobie życie pakując się do tego świata.
- Taehyung, żartujesz sobie? - parsknęłam - Przez książkę i film też to robię... - spojrzałam mu w oczy - Ty jesteś zazdrosny...
- Nie jestem - zaprzeczył.
- Jesteś - powiedziałam stanowczo.
- Nawet jeśli to co?! - krzyknął.
- To, że Namjoon to twój przyjaciel... A ja jestem twoją dziewczyną...
- Nie zmienia to faktu, że ty możesz coś do niego poczuć - złapał mnie za ręce - Nie chce cię stracić - dodał.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie stracisz? - zapytałam cicho i musnęłam jego usta - Kocham cię Tae...
- A ja ciebie June - przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu Taehyung musiał wrócić na salę. Yonka też musiała zostać, więc stwierdziłam, że załatwię wszystkie sprawy związane z akademikiem i studiowaniem. Moja współlokatorka już to zrobiła i do końca tygodnia miała się wyprowadzić.
Kiedy stałam przed dziekanatem zaczęłam się bardzo stresować, ale musiałam mieć to za sobą, więc weszłam do środka i od razu przeszłam do rzeczy.
Godzinę później siedziałam już w parku i myślałam, czy na pewno dobrze zrobiłam. Nie byłam pewna swojej decyzji. Nie posmakowałam jeszcze studenckiego życia, a już rzuciłam studia. Przecież jak moja matka się dowie, to mnie zabije.
- Hej - dosiadł się do mnie uśmiechnięty Jackson - Co słychać?
- Nic takiego - powiedziałam uprzejmie.
- Czemu siedzisz tu sama? - rozejrzał się po parku.
- Czekam na resztę - odparłam nie patrząc na niego. Czułam się źle, że go okłamywałam, ale znałam go krótko i nie wiem, naprawdę nie wiem czemu miałam wyrzuty sumienia.
- Oh, a jak przygotowania do premiery książki? - szturchnął mnie lekko w ramię.
- Wszystko idzie dobrze - uśmiechnęłam się.
- Super, na pewno przyjdę.
- Cieszę się - powiedziałam. Chłopak już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon. Dzwonił Hoseok. Poprosił mnie, żebym dołączyła do dormy, bo chcą porozmawiać. Przeprosiłam Jacksona i poszłam do nich na pieszo. Kiedy weszłam do środka Jimin czekał na mnie przy drzwiach i zaprowadził mnie do salonu. Wskazał fotel, żebym usiadła, a sam zajął miejsce obok Sugi i Jungkooka.
- Co to za zebranie? - zapytałam i spojrzałam wzrokiem na wszystkich. Taehyung usiadł na podłokietniku fotela i złapał moją dłoń.
- Nie chcemy, żebyś rzucała studia - zaczęła Yonka.
- Już za późno - odpowiedziałam obojętnie - Mam się wyprowadzić w tym samym czasie co ty.
- Nie wierzę - powiedziała zdenerwowana dziewczyna i zaczęła chodzić w tą i z powrotem - Przecież matka cię zabije.
- Nie będzie tak źle - zaśmiałam się słabo.
- Jasna cholera - warknęła i spojrzała na Sugę.
- Słuchaj - zaczął chłopak spokojnie - Myślę, że da się to wszystko odkręcić..
- Po co? Myślałam, że chcecie, żebym z wami pracowała... - zawahałam się.
- Oczywiście, że chcemy - powiedział miło Hoseok - Ale jesteś młoda i powinnaś zadbać o swoją edukację i wykształcenie.
- Wy nie chcecie, żebym z wami pracowała - wstałam - Chcecie, żebym dostarczała wam teksty, a żebym nie przychodziła do wytwórni... Jestem dla was tylko pieprzonym robotnikiem, który ma wam dostarczać wszystko co chcecie bez żadnego wynagrodzenia?! - krzyknęła.
- Nie mów tak - Rap Mon pokręcił głową.
- Moje piosenki były dobre dopóki nie muszę z wami zamieszkać, tak?! - warknęłam i spojrzałam zawiedziona na Jin'a. Myślałam, że on jeden, jako najstarszy ma na nich jakiś wpływ.
- Oczywiście, że tego chcemy - powiedział w końcu chłopak.
- Może i super śpiewacie, ale jesteście najgorszymi kłamcami na świecie jakich znam! - moje ciało zaczęła drżeć z nerwów. Wyrwałam swoją dłoń Taehyung'owi i wybiegłam z dormy. Ktoś krzyczał moje imię, ale nie zwróciłam na to uwagi. Biegłam przed siebie, aż po 10 minutach dobiegłam nad rzekę. Usiadłam na barierce i zaczęłam głęboko oddychać. Moje ciało nadal całe się trzęsło, a serce waliło jak oszalałe. Siedziałam tam około pół godziny. Zerwał się dość mocny wiatr, ale nie przeszkadzało mi to, próbowałam uspokoić myśli.
- Nie powinnaś tu sama siedzieć - usłyszałam jakiś głos i spojrzałam przed siebie. Ashton stał przede mną i przyglądał mi się z bezczelnym uśmieszkiem - Doszły mnie słuchy, że rzuciłaś studia... Twoja matka jest wściekła - powiedział chłodno.
- To nie jest jej sprawa - syknęłam.
- Wydaje mi się, że jest inaczej Johanna - podszedł do mnie i wymierzył mi cios w twarz. Spadłam z barierki i leżałam na ziemi w szoku. Kiedy się otrząsnęłam po moich policzkach spływały łzy, a z ust leciała krew. Wyplułam ją i chciałam się podnieść, ale chłopak nachylił się nade mną i przycisnął do chłodnej ziemi - To był twój błąd - kopnął mnie w brzuch, a ja zaczęłam zwijać się z bólu - Twoja matka powiedziała, że jeśli nie będziesz studiowała, to nie będziesz już nic robiła w życiu - zaczął się śmiać i znowu uderzył mnie z całej siły w twarz. W głowie huczało mi z bólu, a łzy coraz bardziej leciały. Chciałam się podnieść, ale nie mogłam znaleźć w sobie siły - Miło było cię poznać June - wyszeptał mi do ucha i uderzył w głowę. Traciłam powoli przytomność. Znalazłam trochę siły, żeby dotknąć swojej głowy. Poczułam we włosach coś lepkiego - Twardy z ciebie zawodnik - warknął i poczułam rozrywający ból brzucha. Potem była już tylko ciemność.

Rozdział 23.

Patrzyłam na chłopaka ze łzami w oczach. Dotknęłam jego policzka i przejechałam delikatnie kciukiem.
- Będę przy tobie - wyszeptałam - Zawsze - musnęłam delikatnie jego usta. Chłopak podniósł się i uśmiechnął szeroko. Pchnął mnie delikatnie na łóżko i położył nade mną. Oparł się ręką nad moją głową i uśmiechnął. Pocałował mnie mocno, trochę brutalnie, ale przyjemnie. Po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Drugą rękę wsunął pod moje plecy i przesunął mnie tak, że oboje mieściliśmy się na łóżku. Powtórzył pocałunek. Moja ręka wsunęła się w jego włosy, a jego powędrowała na moje udo. Zaczęłam odpinać jego bluzę i zsuwać ją z jego ramion. Chłopak bez problemu ściągnął mi koszulkę przez głowę, tylko na chwilę przerywając pocałunek. Jego usta łaskotały moją szyję, dekolt, piersi i brzuch. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął zadziornie. Odpiął sprawnie moje spodnie i zrzucił na ziemię. Jego ręka błądziła po moich udach w górę i dół. Moje ciało wypełniło przyjemne uczucie.
Ściągnęłam mu koszulkę przez głowę i odpięłam pasek od spodni. Tae ułatwił mi zadanie i sam je zdjął jedną ręką. Moja dłoń delikatnie muskała jego plecy. Czułam jak każdy jego mięsień napina się pod moim dotykiem. Podobało mi się to, że tak na niego działam. Jego dłoń powędrowała na moje pośladki, a drugą odpiął stanik. Podniosłam się delikatnie, żeby mógł go zdjąć. Tae odchylił się na chwilę i uśmiechnął szeroko.
- Jesteś taka piękna - powiedział i pocałował delikatnie. Jedną ręką masował moją pierś, a drugą ściągnął moje majtki. Leżałam teraz przed nim naga i lekko zawstydzona. Tak na mnie działał. Czułam, że to on dominuje w tym związku i nie chciałam się temu opierać. Nie wiem kiedy, chłopak zdjął bokserki i wsunął się we mnie delikatnie, a moje ciało wygięło się w łuk. Jęknęłam cicho, a on powtórzył ruch.

Obudziłam się rano. Taehyung spał obok mnie. Uśmiechnęłam się na ten widok i spojrzałam na łóżko Yonki... Było puste. Zastanawiałam się gdzie spędziła noc.
- Dzień dobry - z zamyślenia wyrwał mnie zaspany głos Tae.
- Dzień dobry - odpowiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go - Jakie plany na dziś.
- Idziemy do wytwórni, ale najchętniej bym się nie ruszył - powiedział i przyciągnął mnie do siebie - Mógłbym tak spędzić resztę życia.
- Ja też - przyznałam i wtuliłam w chłopaka. Czułam się przy nim tak dobrze, że to chyba powinno być zakazane.
- Co się dzieje mała? - zapytał zmartwiony.
- A co jeśli nasze plany popsują to - przerwałam - Co nas łączy?
- Nigdy na to nie pozwolę - odpowiedział poważnie i pocałował w głowę. Uśmiechnęłam się pod nosem i chciałam coś powiedzieć, ale przerwał mi telefon. Taehyung podniósł się niechętnie i odebrał.
- Tak hyung? - zapytał - Dobra, za 15 minut będę - rozłączył się i podniósł z łóżka. Zaczął zbierać swoje rzeczy i wciągać je w pośpiechu. Przekręciłam się na bok i przyglądałam mu się z uśmiechem.
- Czemu się śmiejesz? - zapytał.
- Nie wiem - powiedział niewinnie - W porządku? - zmieniłam temat.
- Tak, tylko muszę pędzić do wytwórni - powiedział smutno - Widzimy się później?
- Pewnie - odpowiedziałam. Chłopak pocałował mnie, pożegnał się i złapał za klamkę. Spojrzałam na jego minę kiedy otworzył drzwi i nie mogłam zgadnąć o co chodzi.
- Jest June? - usłyszałam głos Jacksona.
- Tak - warknął Tae i wyminął go. Blondyn wszedł do środka i jak zwykle wyglądał nie nagannie. Spojrzał na mnie i rozszerzył oczy.
- Widzę, że nasza rozmowa nic nie dała.
- Tae to mój chłopak - odpowiedziałam chłodno - Nie zostawię go.
- Dobrze.. Masz ochotę na kawę? - zapytał.
- Tak - przyznałam.
- Poczekam na korytarzu - uśmiechnął się i wyszedł. Wstałam z łóżka i ogarnęłam na szybko.
Dwadzieścia minut później siedzieliśmy już w kawiarni i rozmawialiśmy na temat mojej książki i filmu. Jackson był bardzo podekscytowany i wypytywał czy mam wpływ na wybór aktorów. Nie wiedziałam czemu mu tak zależy i nie chciałam wiedzieć. Napisałam do Yonki, żeby przyszła na kawę. Dziewczyna zjawiła się pół godziny później z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Hej - cmoknęła mnie w policzek i usiadła obok mnie - Jak minęła ci noc? - poruszyła brwiami.
- Dobrze - odparłam - A tobie?
- Świetnie, ale miałam pracowitą noc.
- Dlaczego?
- Przygotowywałam pokój dla siebie w dormie chłopaków.
- Dormie? - zapytałam zdezorientowana.
- Oh, tak.. - puknęła się w czoło - Dom bractwa, to dom chłopaków, dlatego kiedy zrezygnowali z nauki mogą dalej tam mieszkać, wytwórnia i ich wymogi - wzruszyła ramionami - Dają pieniądze na wyremontowanie tego budynku w ogródku, żeby mieli sale do ćwiczeń. Wiesz ile tam jest miejsca? - zapytała podekscytowana, a ja pokręciłam głową.
- Czyli jednak się wyprowadzasz? - zapytałam smutno.
- Dla ciebie też jest miejsce - uśmiechnęła się delikatnie.
- June nigdzie się nie wyprowadza - wtrącił się Jackson.
- Nie pytałam Cię o zdanie - syknęła brunetka.
- Nie będziesz jej namawiać do mieszkania z obcymi frajerami - zmierzył ją wzrokiem.
- Słońce - Yonka parsknęła śmiechem - Uważaj na słowa, bo może jestem mała, ale mogę Ci przypieprzyć i przypominam Ci, że też jesteś dla niej obcy - uśmiechnęła się sztucznie do niego.
- Hej - spojrzałam na nich chłodno - Jackson dziękuję za troskę, ale to moja sprawa - chłopak patrzył na mnie przez chwilę i w końcu spuścił wzrok - A Tobie dziękuję za propozycję, przemyślę to, dobrze?
- Dobrze - brunetka uśmiechnęła się szeroko. Posiedziała z nami jeszcze chwilę i poszła do wytwórni, żeby porozmawiać z choreografami z większym doświadczeniem. Jackson nie odzywał się do mnie przez resztę śniadania, po czym wy mówił się jakimś zaliczeniem i poszedł do kampusu. Westchnęłam cicho i poszłam się przejść. Noe wiedzieć czemu moje nogi zaprowadziły mnie pod wytwórnie chłopaków. Długo się wahałam czy mam wejść do środka, aż w końcu to zrobiłam. Przedstawiłam się i okazało się, że moje nazwisko było wpisane na listę pracujących. Podziękowałam kobiecie w recepcji i udałam się na piętro, które mi wskazała. Szłam niepewnym krokiem do jakiejś sali i uchyliłam drzwi. Zobaczyłam swoich przyjaciół w środku, którzy ćwiczyli coś, ale świetne się przy tym bawili. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do środka.
- June! - krzyknął Jungkook i wszyscy się uśmiechnęli.
- Czy to ta June? - zapytał jakiś mężczyzna.
- Tak - odparł Jimin. Facet przedstawił się i uścisnął mi dłoń.
- Twoje tekstu są dobre, potrzebujemy Cię w naszych szeregach - powiedział miło - Ale skoro tu jesteś to chyba podjęłaś decyzję?
- Ja... Uhm... - spojrzałam na wszystkich. Jin, Jungkookiem trzymali kciuki, Hoseok i Jimin uśmiechali się, Suga z Rap Monem patrzyli z nadzieją, Tae stał niepewnie czekając na moją odpowiedź, a Yonka podeszła do mnie i złapała mnie za rękę - Ja...

piątek, 24 marca 2017

Rozdział 22.

- Jin? - zapytała Yonka - WYDUŚ TO KURWA!
- Nie... - przerwał - Ja nie wiem... Ugh... - chłopacy zaczęli się śmiać.
- Udało się!!! - krzyknął Jimin i objął nas.
- Tak się cieszę - powiedziała brunetka. Kiedy Jimin nas puścił Taehyung podbiegł do mnie i pocałował delikatnie w usta.
- Gratuluję - powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję - odparł zadowolony.
- To co świętujemy dziś? - zapytał Hoseok roześmiany.
- Pewnie - powiedział Jungkook i przybili sobie piątkę. Wyjęłam telefon, żeby sprawdzić godzinę. Dochodziła 13:00.
- Uhm, ja nie mogę - powiedziałam cicho.
- Dlaczego? - Rap Mon spojrzał na mnie zawiedziony.
- Umówiłam się z Jacksonem.
- Ah, no tak twój braciszek - powiedział zły i odszedł od nas.
- Nie przejmuj się - Jin przytulił mnie - Baw się dobrze i dołącz do nas jak będziesz wolna.
- Dobrze - pokiwałam głową.
- Nie pójdziesz z nami? - Tae spojrzał mi w oczy - Myślałem, że spędzimy ten dzień razem, bo potem nie wiem kiedy będzie czas na takie wyjścia.
- Tae - złapałam go za dłonie - Kocham cię i naprawdę się cieszę z twojego szczęścia...
- Ale nie masz czasu świętować go ze mną... Jak na razie ten związek nie zapowiada się dobrze - syknął i odszedł. Stałam jak wryta i patrzyłam jak dołącza do reszty. Potrząsnęłam głową i poszłam do kawiarni, w której umówiłam się z Jacksonem.
Chłopak siedział przy oknie i stukał coś w laptopie.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego słabo.
- Wszystko dobrze? -zapytał kiedy zobaczył moją minę.
- Tak, pewnie - skłamałam i zajęłam miejsce na przeciwko niego.
- Jak poszło chłopakom?
- Skąd wiesz?
- Oh, wszyscy na kampusie o tym mówią - uśmiechnął się.
- Aaa, dostali kontrakt - powiedziałam dumnie.
- Świetnie, pogratuluj im - powiedział.
- Możesz sam im pogratulować - zaproponowałam, a on na mnie spojrzał.
- Nie rozumiem - zaśmiał się.
- Możemy do nich dołączyć, właśnie świętują - powiedziałam szybko.
- Okay - zgodził się i wstaliśmy. Chłopak zamówił taksówkę i pojechaliśmy do domu chłopaków.
Weszłam do środka bez pukania i skierował się do salonu, skąd dochodziły mnie śmiechy.
- Hej - powiedziałam wesoło, a wszyscy na mnie spojrzeli - Przyprowadziłam wam gościa - do salonu wszedł Jackson i pomachał.
- Oh - Jungkook zaniemówił i zmierzył chłopaka wzrokiem.
- Kookie - powiedział cicho Jimin i poklepał chłopaka po ramieniu - Cześć - dodał i zajął się swoim trunkiem. Jackson nie czuł się niepewnie. Przywitał się z resztą i dołączył do rozmowy między Jin'em, a Sugą. Yonka delikatnie kiwnęła mi głową, żebym poszła z nią do kuchni. Nie wiedząc o co chodzi dziewczynie poszłam za nią.
- Co jest? - zapytałam szybko.
- Dostałam ofertę pracy od wytwórni - przyznała - Choreografia bardzo się spodobała i chcą, żebym dalej pracowała z chłopakami.
- To świetnie - powiedziałam z uśmiechem, ale ona pokiwała głową.
- Chyba będę musiała rzucić studia... - powiedziała smutno.
- Ale... To oznacza, że się wyprowadzisz? - pokiwała głową - O matko....
- Niestety, ale ty też przecież masz pracę przy filmie, książce no i..... - przerwała.
- No i? - zapytałam.
- Chłopacy powinni ci powiedzieć - powiedziała i wyszła szybko do salonu. Zmarszczyłam brwi i zaczęłam myśleć nad tym, co mi powiedziała. Nie rozumiejąc nic weszłam do pokoju za nią i spojrzałam na Rap Mona.
- Chcecie mi coś powiedzieć? - zapytałam pewnie.
- Nie - odparł chłopak.
- Kłamiesz - rzuciłam oschle.
- Powiedzcie jej - powiedział Suga.
- I tak się nie zgodzi - zaprotestował J-Hope.
- Ja tu jestem - kiwnęłam ręką.
- Oh, June... - zaczął Jimin - Chodzi o to, że...
- Że wytwórnia chce więcej twoich tekstów - dokończył Jin.
- Jak to? - pokręciłam głową.
- Są dobre, nawet bardzo.. Z Rap Monem twoje teksty to cudo, a gdybyście pracowali w trójkę...
- W trójkę? - spojrzałam na Rap Mona.
- Z Sugą - wyjaśnił.
- To żart? Dobrze wiecie, że mam własne plany.. Nie zmienię ich dla was.
- Nikt ci nie każe - wtrącił Jungkook - Prosimy cię tylko o pomoc.
- Ale ja mam studia.. Film, książkę.... - zaczęłam wyliczać - Nie mogę, przepraszam.
- Rozumiem, że nie są ważne dla ciebie nasze marzenia? - Tae podszedł do mnie i staliśmy twarzą w twarz - Moje marzenia?
- Oczywiście, że są! - powiedziałam stanowczo - Ale nie dam rady... Taehyung proszę zrozum mnie..
- Nie potrafię, wybacz - powiedział smutno, zabrał kurtkę i wyszedł z domu. Spojrzałam na Jacksona, który przyglądał mi się bacznie.
- My już chyba pójdziemy - wypalił nagle.
- June? - Jimin spojrzał na mnie niepewnie.
- Tak, pójdziemy - przytaknęłam i szybko opuściłam dom razem z chłopakiem.
- Słuchaj, nie powinnaś przywiązywać wagi do tego co mówią - zaczął.
- Ale to moi przyjaciele...
- Ile ich znasz? - zatrzymał się - Miesiąc? Twoje marzenia są ważniejsze niż ich!
- Ale Jackson...
- Nie ma żadnego, ale... Nie pozwolę ci zrezygnować ze studiów, ze swoich marzeń Johanna - powiedział poważnie - Myśl o sobie.
- Ale Taehyung, Rap Mon... - powiedziałam zrezygnowana.
- Co? Taehyung nie jest ciebie wart jeśli każe ci zrezygnować z tego.. A Rap Mon? Proszę cię - prychnął - Tego chłopaka zżera zazdrość o ciebie.. Widzę, że najchętniej zabiłby Tae..
- Nie mów tak - pokręciłam głową.
- Mówię co widzę, okay? - objął mnie ramieniem i powoli ruszył w kierunku kampusu.
- Jackson.. Co ja mam zrobić? - zapytałam łamiącym głosem.
- Walczyć o siebie - powiedział z uśmiechem - O swoje marzenie, a z nimi najlepiej zerwać kontakt.
- Nie chcę, kocham ich - powiedziałam stanowczo. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i poszłam szukać Tae. Krążyłam po parku i nigdzie nie mogłam go znaleźć. Poszłam w końcu w jego ulubione miejsce i znalazłam go nad rzeką. Podeszłam po cichu do niego i usiadłam obok. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał. Chciałam złapać go za rękę, ale szybko ją zabrał.
- Nie bądź taki - wyszeptałam.
- Nic nie robię June - odparł obojętnie - powiedziałaś, że mnie kochasz, myślałem, że będziesz mnie wspierać.
- Zawsze będę to robić Taehyung - spojrzał na mnie - Ale nie ceną własnych marzeń i celów.
- Myślałem, że oboje będziemy się wspierać... Goni nas problem za problemem.. Najpierw przerażenie, że możemy zranić Namjoon'a, teraz ten pieprzony Jackson i twoja pieprzona książka.
- Moja marzenia są dla ciebie gównem? - warknęłam.
- Nie tak to miało zabrzmieć - pokręcił głową.
- Ale zabrzmiało Tae.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło! - krzyknął. Popatrzyłam na niego i wstałam. Bez słowa odeszłam od niego i poszłam do akademika. Nie odwróciłam się ani razu, nie chciałam wiedzieć czy chłopak idzie za mną. Zabolały mnie jego słowa, ale po części ma rację. Powinnam ich wspierać, bo stali się dla mnie naprawdę ważni. Potrzebowali mnie..
Spojrzenie Rap Mona, słowa Taehyung'a. Co oni zrobili z moim życiem? Dwójka zwykłych chłopaków, którzy siedzą mi w głowie. Jestem z Tae, a moje myśli krążą wokół Namjoon'a. Bałam się z nim pracował, bo miałam wrażenie, że to się źle skończy. Nie chciałam zdradzić Tae, kochałam go, ale Namjoon tak mnie pociągał i mieszał w głowie. Jego spojrzenie, jego uśmiech, jego słowa, jego styl bycia i tajemniczość. Jeszcze ta piosenka, którą mi wysłał. Czułam, że otworzył się przede mną i to było fantastyczne. Chciałam poznać go lepiej, chciałam wiedzieć o nim wszystko i wiedzieć, jaki jest naprawdę. Po prostu chciałam.
Usiadłam na łóżku i zasłoniłam twarz dłońmi. Ktoś delikatnie mnie dotknął i odsłonił moją twarz. Przede mną stał Taehyung i patrzył na mnie łagodnie. Ukucnął przede mną.
- Nigdy - powiedział cicho - Nigdy nie prosiłbym cię, żebyś zrezygnowała ze swoich marzeń dla mnie.. Po prostu cię proszę June.. Bądź przy mnie w tym procesie, tak jak ja będę przy tobie.. - przerwał, a głos mu się lekko załamał - Potrzebuję cię Johanna.

Rozdział 21.

Wieczorem zadzwonił do mnie Jin z informacją, o którą go prosiłam. Oznajmił mi, że do uniwersytetu uczęszcza tylko jeden chłopak o nazwisko Wang i ma na imię Jackson. Oznacza to, że to właśnie jego spotkałam w Stanach i to on jest zaginionym "kuzynem". Nie mogłam w to uwierzyć, ale podziękowałam chłopakowi za trud i postanowiłam działać. Od starszych dziewczyn dowiedziałam się, w którym pokoju mieszka i postanowiłam tam pójść. Kiedy stałam przed jego drzwiami długo się wahałam czy zapukać, aż w końcu się odważyłam. Nie musiałam długo czekać, ponieważ po kilku sekundach w drzwiach stał już Jackson.
- Eh, June? - zapytał niepewnie, a ja pokiwałam głową - Mogę ci w czymś pomóc.
- Jackson Wang - powiedziałam szybko - Twoja matka została adoptowana przez rodzinę Darnell, po czym zaszła w ciąże i wyjechała do Korei, gdzie zginęła w wypadku, a ty zostałeś adoptowany.
- Skąd ty? - zapytałam zszokowany - Wejdź - wpuścił mnie do środka i zamknął za nami drzwi - Skąd wiesz?
- Jestem June Louis.. Moja matka z domu nazywa się Darnell... Jesteś tak jakby moim kuzynem..
- Twoi dziadkowie adoptowali moją mamę? - zapytał poważnie, a ja pokiwałam głową - Czy my jesteśmy... rodziną?
- Nie jesteśmy w żadnym stopniu spokrewnieni - odpowiedziałam szybko.
- To dobrze - powiedział chłopak z ulgą.
- Dlaczego? - spojrzałam na niego zawiedziona.
- Bo jesteś za ładna na moją rodzinę - zaśmiał się, a ja do niego dołączyłam - To skoro nasze matki to ... Nie wiem jak je określić.. Inaczej.. Może się poznamy lepiej, hm? - uśmiechnął się szeroko.
- Okay - powiedziałam obojętnie - Ale dzisiaj muszę już lecieć.. Wybacz, że zrobiłam to wszystko tak bezpośrednio, ale rozumiesz? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Pewnie, też chciałbym wiedzieć - odparł uprzejmie. Pożegnałam się z nim i pobiegłam do swojego pokoju, żeby zadzwonić do Rap Mona.. Czemu do niego? Powinnam zadzwonić do Tae, ale zrobię to zaraz. Mam świetny pomysł na piosenkę. Chłopak odebrał szybciej niż spodziewałam.
- Słucham cię Johanna - powiedział rozbawiony.
- Mam pomysł na piosenkę, kiedy możemy się zobaczyć? - powiedziałam szybko.
- Jeśli chcesz nawet dzisiaj - rzucił - Za 15 minut w parku?
- Zgoda, nad rzeką?
- Tak - odpowiedział i się rozłączył. Kiedy tylko założyłam bluzę do pokoju przyszła Yonka z Jimin'em.
- A ty dokąd? - zapytała.
- Później ci wyjaśnię - uśmiechnęłam się przepraszająco i wybiegłam. 
Piętnaście minut później byłam już nad rzeką. Rap Mon siedział na brzegu i kiedy mnie zobaczył wstał.
- Myślałem, że to z Tae będziesz chodzić na spacerki - rzucił z łobuzerskim uśmiechem.
- Namjoon! - uderzyłam go lekko w ramię - Nie o tym mowa.
- Podobno masz pomysł na piosenkę? - uniósł jedną brew.
- Tak, spójrz - wyjęłam z torebki nasz stary tekst i zaczęłam poprawiać niektóre rzeczy.
- Myślę, że to będzie dobre - uśmiechnął się szeroko.
- Teraz tylko muzyka i możecie nagrywać - przygryzłam wargę.
- Nie rób tak - powiedział poważnie chłopak.
- Dlaczego? - zapytałam zdezorientowana - Zawsze to robię kiedy....
- Nie rób tego przy mnie, bo pewnego dnia się nie pohamuje i cię pocałuję June... - zamurowało mnie i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jego słowa wywołały dziwne uczucie w brzuchu. Jak on mógł to mówić skoro byliśmy przyjaciółmi - Odprowadzić cię? - zapytał nagle, ale ja pokręciłam głową - W takim razie, wezmę to - wziął ode mnie tekst - I popracuję nad muzyką, na razie June - pocałował mnie w głowę i oddalił się ode mnie, a ja nadal stałam tak jak wcześniej. Przeczesałam dłonią włosy, otrząsnęłam się i poszłam wolnym krokiem do akademika z nadzieją, że Yonka będzie już spała.
Kiedy wchodziłam do pokoju zobaczyłam, że dziewczyna już śpi i moje prośby się spełniły. Odetchnęłam z ulgą, wzięłam zimny prysznic i położyłam do łóżka. W głowie cały czas krążyły mi słowa Namjoon'a "Kiedyś się nie pohamuje..."
Byłam z Taehyung'iem na plaży i bawiliśmy się dobrze. Ganialiśmy, kąpaliśmy w oceanie. Woda była ciepła i przyjemna. Zanurzyłam się, a kiedy już wypłynęłam na powierzchnię miejsce Tae zajął Namjoon. Uśmiechał się do mnie szeroko i objął silnymi ramionami.
- Kocham cię June - wyszeptał i pocałował.
Obudziłam się i usiadłam na łóżku. Cała byłam mokra, poprawiłam włosy z twarzy i zaczęłam szybko oddychać. Spojrzałam na zegarek była 7:00 rano. Yonka jeszcze spała, a ja postanowiłam się przejść do parku. Założyłam dresy, czarną wciąganą bluzę, trampki i wyszłam. Po kampusie przechadzali się już studenci, którzy uprawiali sport. Modliłam się, żebym nie spotkała Ashton'a, ale ta prośba się nie spełniła. Szedł w moją stronę z jakąś blondynką. Przyjrzałam się jej bardziej i poznałam Sally. Zaniemówiłam i chciałam gdzieś uciec, ale nie miałam gdzie.
- June - powiedział Ashton z uśmiechem - Co u ciebie?
- Nie twoja sprawa - odparłam również z uśmiechem.
- Nie musisz być chamska....
- Daj spokój Ashti - Sally złapała go za rękę - Widzisz, że ta pokraka nie jest warta żadnej chwili z takimi ludźmi jak ty...
- Ktoś cię pytał o zdanie zdziro? - syknęłam, a ona podeszła do mnie.
- Wiem, że to twoja sprawka i tej małej brunetki, pożałujecie - wysyczała, a ja ją odepchnęłam.
- Wiedziałaś, że jak mówisz to plujesz? - uśmiechnęłam się chamsko.
- June zważaj na słowa dobrze? - Ashton zrobił krok w moją stronę. W tej samej chwili przede mną pojawił się Jungkook.
- Odpieprz się kutasie! - syknął do chłopaka.
- Oh, kryminalista - rzucił, a Jungkook parsknął śmiechem i uderzył chłopaka w twarz. Byłam zaskoczona jego siłą, ponieważ Ashton znowu się przewrócił.
- Oh, Tae już był, Namjoon też, Jungkook tak samo, no to jeszcze tylko czterech zostało - syknęłam do blondyna.
- Pożałujecie wszyscy! - warknął i Sally pomogła mu wstać. Spojrzeli się na nas ostatni raz i odeszli szybko.
- Okay? - zapytałam bruneta, a on pokiwał głową.
- Zawsze chciałem to zrobić - powiedział z uśmiechem co mnie rozśmieszyło.
- Co tu robisz? - zapytałam w końcu.
- Stresuje się przed tą rozmową - wyjaśnił.
- Rozumiem, ale będzie dobrze - posłałam mu uśmiech pełen nadziei.
- Mam nadzieję - odwzajemnił uśmiech. Porozmawialiśmy jeszcze trochę i chłopak wrócił do reszty, żeby przygotować się do dzisiejszej rozmowy o kontrakt. Niestety nie mogłyśmy im towarzyszyć, więc postanowiłyśmy, że poczekamy na nich przed wytwórnią i pogratulujemy.
Około 12:00 stałyśmy już z Yonką zestresowane pod wytwórnią. Skakałam z nogi na nogę, bo nie mogłam za żadne skarby się uspokoić.
- Patrz!- krzyknęła Yonka i kiwnęła głową w stronę drzwi. Chłopacy wyszli niezbyt zadowoleni i spojrzeli na nas - Jak poszło? - zapytała brunetka.
- No wiecie... - zaczął Jin.